Thursday, September 20, 2007

Warto mieć złotego!


Warto mieć złotego!
Nasz Dziennik, 2007-09-20
Likwidacja walut narodowych i wprowadzenie w ich miejsce jednej wspólnej nie jest niezbędnym warunkiem korzystnej integracji krajów biorących w niej udział. Ani w grupie krajów tworzących organizację NAFTA w Ameryce Północnej, ani w grupie krajów tworzących organizację ASAEN w Azji koncepcja likwidacji walut narodowych nie jest realizowana, a kraje będące członkami tych organizacji mają z reguły szybsze tempo wzrostu gospodarczego niż kraje tworzące strefę euro.

Na mocy artykułu 4 Traktatu Akcesyjnego Polska stała się członkiem Unii Gospodarczej i Walutowej z derogacją. Tym samym otwarta została droga prowadząca do likwidacji polskiego złotego. W traktacie tym nie podano jednak żadnej daty przystąpienia naszego kraju do strefy euro. Oznacza to, że do Eurolandu przystąpić możemy np. w roku 2013 lub w roku 2113. Z tego punktu widzenia za całkowicie nieuzasadnione należy uznać wszelkie wypowiedzi komisarza UE Joaquű"na Almunii sugerującego, iż Polska powinna w najbliższej przyszłości taką datę podać.

Nie chcemy europropagandy
W grudniu 2005 r. na łamach miesięcznika "Prawo Bankowe" radca w Ministerstwie Finansów, były pracownik NBP Konrad Szeląg zaapelował do przedstawicieli organów polskiej władzy państwowej o wzmożenie działań mających na celu propagowanie koncepcji przystąpienia Polski do Eurolandu.
W artykule tym K. Szeląg zaproponował utworzenie międzyresortowej grupy roboczej ds. komunikacji społecznej. W skład tej grupy winni wchodzić, jego zdaniem, przedstawiciele Ministerstwa Finansów i NBP, a także innych instytucji, np. Związku Banków Polskich, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta, Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej itd. Przedstawiciele tej grupy powinni współpracować nie tylko z podmiotami polskimi, ale także z ponadnarodowymi (np. z Komisją Europejską, Europejskim Bankiem Centralnym czy też niektórymi bankami centralnymi ze strefy euro). Trzeba pozytywnie ocenić fakt, iż przedstawiciele Rady Ministrów w taką akcję propagandową, jak dotychczas, nie włączyli się.
Z drugiej strony z olbrzymim niepokojem wielu ludzi obserwowało działania poprzedniego kierownictwa Narodowego Banku Polskiego z prezesem Leszkiem Balcerowiczem na czele. Przez pewien czas przedstawiciele polskiego banku centralnego zobowiązanego konstytucyjnie do troski o polskiego złotego podejmowali działania mające na celu jego likwidację. NBP finansował audycje radiowe i telewizyjne, w których promowana była koncepcja likwidacji złotego. Opracowywane były scenariusze lekcji dla młodzieży, podczas których młodym Polakom miała być obrzydzana suwerenność monetarna Polski. Działania takie były bardzo szkodliwe. Na szczęście, wedle mojej wiedzy, zostały one obecnie zaniechane. Nie ma jednak pewności, czy w przyszłości znów nie zostaną podjęte.
Na temat zasadności wejścia Polski do strefy euro toczy się poważny spór, który powinien znaleźć swoje odbicie w referendum. Wedle ostatnich badań Taylor Nelson Sofres (TNS), przeprowadzonych na zlecenie londyńskiego instytutu Open Europe, liczba zwolenników zachowania złotego jako waluty narodowej (58 proc.) jest w Polsce większa od liczby zwolenników wejścia do strefy euro (32 proc.). Bardzo pozytywnie oceniam nowego prezesa NBP Sławomira Skrzypka i głęboko wierzę, że pod jego kierownictwem nasz bank centralny będzie starał się zachować bardziej neutralne stanowisko w sprawie problemu członkostwa Polski w strefie euro. Ogromnie mnie cieszy, że prezes S. Skrzypek opowiedział się za przeprowadzeniem referendum w tej sprawie.

Czym jest suwerenność monetarna
Suwerenność monetarna daje prawo do prowadzenia własnej polityki pieniężnej. We współczesnej gospodarce prawo to jest uprawnieniem niezwykle ważnym. Bank centralny, wykorzystując swoje instrumenty, może poprzez tzw. kanały transmisji oddziaływać nie tylko na procesy inflacyjne, ale także i na stan aktywności gospodarczej. Jest więc rzeczą niezmiernie ważną, aby również Polska miała nadal swój własny bank centralny, którego cele będą ustalane przez polską władzę ustawodawczą, a jego polityka będzie musiała służyć realizacji polskiego interesu narodowego.
Polska jak powietrza potrzebuje szybkiego, długookresowego wzrostu gospodarczego. Kraje, które np. na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat charakteryzowały się wysokim średniorocznym tempem wzrostu realnego PKB, posiadały własną walutę i prowadziły własną politykę pieniężną. Można z tego wysunąć wniosek, że likwidacja własnej waluty i dobrowolna rezygnacja z prawa do prowadzenia własnej polityki pieniężnej nie są wcale niezbędnym, koniecznym warunkiem rozwoju kraju. Wynika z tego, że aby szybko się rozwijać, nie musimy wcale likwidować polskiego złotego i rezygnować z prawa do prowadzenia własnej polityki pieniężnej.

Euro a suwerenność Polski
Na łamach miesięcznika "Bank i Kredyt" (nr 4 z 2003 r.) wspomniany już wyżej K. Szeląg stwierdził, że "docelowo nieunikniona wydaje się ewolucja od koordynacji polityk gospodarczych (chodzi o grupę krajów tworzących UGiW) do prowadzenia jednolitej polityki gospodarczej" (i towarzyszącej jej jednolitej polityce pieniężnej). Można więc wysunąć tezę, że wprowadzenie euro przyczynia się i przyczyniać będzie do przenoszenia dotychczasowych kompetencji państw narodowych na szczebel ponadnarodowy i tym samym do budowania de facto Federalnego Państwa Europejskiego (FPE).
Martin Stuart Feldstein, amerykański ekonomista, profesor Harvard University, były przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych prezydenta USA Ronalda Reagana, szef Narodowego Biura Badań Ekonomicznych, pisał w 1997 r. na łamach "Foreign Affairs", że "długofalowym efektem przyjęcia jednej waluty będzie (...) utworzenie Europejskiego Państwa Federalnego". Z kolei Brytyjczyk Bernard Connolly, który stał na czele działu Komisji Europejskiej monitorującego m.in. funkcjonowanie tak zwanego Europejskiego Systemu Walutowego, w swej książce "The Rotten Heart of Europe. The Dirty War for Europe"s Money" z 1995 r., stwierdza bardzo wyraźnie, że "rzeczywistym celem unii walutowej jest powstanie europejskiego superpaństwa".
13 kwietnia 2007 r. przebywał w Polsce premier Belgii Guy Verhofstadt, który zaapelował o utworzenie Stanów Zjednoczonych Europy. Nowy organizm polityczny miałby wspólny rząd i prezydenta. Państwo to mogłoby się też nazywać Republiką Europejską. Co szczególnie interesujące, państwo to, zdaniem premiera Belgii, powinno obejmować tylko kraje, które znajdują się w strefie euro.
Z ekonomicznego punktu widzenia strefa euro, czyli Europejska Unia Gospodarcza i Walutowa, zwana także Eurolandem, stanowi de facto państwo. Na przykład, według statystyk Międzynarodowego Funduszu Walutowego, strefa euro jest już traktowana na równi z państwami. Wprowadzenie euro i likwidacja walut narodowych stanowi główną przyczynę przenoszenia coraz większej liczby kompetencji państw członkowskich na szczebel ponadnarodowy. Pojawienie się projektu konstytucji europejskiej, a obecnie traktatu reformującego, było moim zdaniem nieuniknionym i odroczonym w czasie skutkiem likwidacji walut narodowych.

Przykład grupy G-3
Często wysuwany jest argument, że na przystąpieniu do Eurolandu skorzystały najbardziej kraje najbiedniejsze. Warto się zastanowić, czy jest to w ogóle prawda i czy skala ewentualnych korzyści jest znacząca. Należy przede wszystkim zauważyć, że do strefy euro należą kraje o zróżnicowanym poziomie PKB na 1 mieszkańca. Najniższy poziom tego wskaźnika mają Grecja, Portugalia i Hiszpania. Grupę tych krajów można nazwać roboczo grupą G-3. Popatrzymy teraz na ich wyniki makroekonomiczne. Od momentu likwidacji walut narodowych, czyli od 1999 r. do roku 2006, średnia stopa wzrostu PKB w grupie G-3 wynosiła 3,1 procent.
Ponieważ Grecja weszła do strefy euro w roku 2001, można też policzyć średnie tempo wzrostu gospodarczego w latach 2001-2006, czyli dla okresu, w którym własnej waluty narodowej nie miały ani Grecja ani Hiszpania, ani Portugalia. Średnie tempo wzrostu gospodarczego w tym okresie wynosiło 2,7 procent. Przecież takie tempo wzrostu jest tak naprawdę, jak na kraje wschodzące, które mają się szybko rozwijać, bardzo niskie. Czy bowiem posłużymy się liczbą 2,7 proc., czy - jak to wynika z innego okresu - 3,1 proc., tempo to jest małe. Czy w tej sytuacji można w ogóle powiedzieć, że wzrost gospodarczy najbiedniejszych krajów Eurolandu był wysoki? Mam duże wątpliwości.
Pragnę w tym momencie zwrócić uwagę na inny, może jeszcze ważniejszy aspekt sprawy. Grupa G-3 obejmuje najbiedniejsze kraje Eurolandu. Popatrzmy, czy w okresie od momentu wprowadzenia euro można znaleźć przykłady takich krajów wschodzących, których gospodarki rozwijały się szybciej niż grupa G-3. Otóż przykładów takich jest wiele.
Wystarczy odnotować Koreę Południową z tempem wzrostu 5,7 proc., Indie - 4,4 proc., Malezję - 5,4 proc., Tajlandię - 4,9 proc., Indonezję - 4,4 proc., Tajwan - 3,9 proc., Chile - 3,9 proc., Peru - 3,9 proc., Turcję - 3,8 procent. Te wszystkie kraje rozwijały się szybciej niż państwa Grupy G-3. Wynika z tego jedno: dróg rozwoju jest wiele. Podałam liczne przykłady. Zaprezentowałam kraje z Azji, Ameryki Południowej, Bliskiego Wschodu. Państwa te dzieli wiele. Nie tylko położenie geograficzne, ale także struktura systemu finansowego, struktura PKB i jeszcze inne czynniki. Ale łączy je jedno. Kraje te nie likwidowały własnej waluty, zachowały suwerenność monetarną. Widzimy więc, jak wiele jest przykładów potwierdzających tezę o tym, że suwerenność monetarna stwarza szansę szybkiego rozwoju gospodarczego.

Słynni ekonomiści o wspólnej walucie
Wielu czołowych ekonomistów wyrażało lub wyraża swój niechętny stosunek do koncepcji wprowadzenia euro. Milton Friedman (Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii z 1976 r.) sądził na przykład, że błędem jest prowadzenie tej samej polityki monetarnej przez EBC dla krajów znajdujących się w różnych fazach cyklu koniunkturalnego. Opinia ta wyrażona została w wypowiedzi dla włoskiego dziennika "Corriere della Sera" w roku 2001. Podkreślał on, że warunkiem powodzenia unii walutowej jest unia polityczna, czyli tak naprawdę likwidacja państw narodowych, a na to naszej zgody po prostu nie może być nigdy.
Robert Lucas (Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii z 1995 r.) mówi z kolei, że jego zdaniem "wielość walut nie jest przeszkodą na drodze do osiągania wysokiego poziomu dobrobytu, ewentualne korzyści ekonomiczne z wprowadzenia wspólnej waluty są raczej skromne, a brak zaufania do kogoś obcego, kto miałby prowadzić dotychczasową krajową politykę pieniężną, może rodzić opór wobec unii monetarnej". Zapytany wprost o opinię o unii walutowej mówi, że "na polityce się nie zna", co wyraźnie wskazuje na to, że trafnie ocenia on, iż rzeczywiste motywy likwidacji walut narodowych miały charakter polityczny. Wypowiedzi Lucasa zamieszczone zostały w wywiadzie opublikowanym na łamach miesięcznika "Gospodarka Narodowa", nr 5-6 z 1999 roku.
Gary Becker (Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomii z 1992 r.) twierdzi, że błędem jest likwidacja rywalizacji monetarnej między poszczególnymi krajami. Pogląd taki wypowiada na łamach tygodnika "Business Week" ze stycznia 1996 r. w artykule "Zapomnijmy o unii walutowej - niech waluty europejskie konkurują".

Ustanówmy nowe święto
Zamiast likwidować polskiego złotego, należy jeszcze bardziej uświadamiać nasze społeczeństwo w zakresie znaczenia suwerenności monetarnej Polski w życiu naszego kraju. W związku z tym proponuję, aby 28 kwietnia każdego roku obchodzić Urodziny Polskiego Złotego. Stanowiłoby to okazję do poszerzenia wiedzy w zakresie roli Narodowego Banku Polskiego.
W styczniu 1924 r. Sejm uchwalił słynną reformę walutową, która pozwoliła opanować katastrofę hiperinflacji i chaos gospodarczy. W kwietniu 1924 r. w miejsce zniszczonej inflacją marki polskiej wszedł do obiegu złoty, poprzednik naszej obecnej jednostki pieniężnej. Zajął się tym utworzony wtedy Bank Polski - poprzednik Narodowego Banku Polskiego. Dnia 28 kwietnia 1924 r. Bank Polski rozpoczął działalność i podjął emisję nowej waluty - złotego. Miało to być nawiązanie do długiej tradycji monetarnej. Złoty Polski był jednostką pieniężną stosowaną w dawnej Polsce już w końcu XV wieku. Nawet w czasach porozbiorowych, gdy w obiegu znajdował się obcy pieniądz, przywiązanie do złotego było silne. Ojcem złotego i współtwórcą Banku Polskiego SA był wybitny polityk, ekonomista - Władysław Grabski.

dr Gabriela Masłowska,
posłanka na Sejm RP IV i V kadencji,
członkini Komisji Finansów Publicznych

No comments: