Misja specjalna 05.10.2010.KATASTROFA SMOLENSK
http://www.youtube.com/watch?v=F35-SxEKSKA&feature=email
Sunday, October 10, 2010
Friday, October 8, 2010
Batalia w Sejmie dotycząca przyszłorocznego budżetu red. Maciej Goniszewski - redaktor naczelny Gazety Bankowej
Batalia w Sejmie dotycząca przyszłorocznego budżetu red. Maciej Goniszewski - redaktor naczelny Gazety Bankowej (2010-10-08) http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=23161
Sunday, September 26, 2010
Bronisław Wildstein 26.09.2010 - Jarosław Kaczyński
Bronisław Wildstein 26.09.2010 - Jarosław Kaczyński
part1
part2
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (Tv Trwam)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (cz. II)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (cz. III)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
part1
part2
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (Tv Trwam)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (cz. II)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
"Upadek polskiej polityki zagranicznej" (cz. III)
prof. Mieczysław Ryba (2010-09-23) Rozmowy niedokończone
słuchaj
zapisz
Sunday, October 19, 2008
The Truth About The Economy: Total Collapse Ron Paul from Washington DC
The Truth About The Economy: Total Collapse Ron Paul from Washington DC
Dorota Arciszewska-Mielewczyk w „Kwadransie po ósmej”
Dorota Arciszewska-Mielewczyk w „Kwadransie po ósmej”
Justyna Dobrosz-Oracz „Kwadrans po ósmej”, witam Państwa. Moimi gośćmi są dzisiaj mecenas Stefan Hambura, poseł Tadeusz Iwiński, Sojusz Lewicy Demokratycznej, a w studiu w Gdańsku senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Prawo i Sprawiedliwość, szefowa Powiernictwa Polskiego. Panie mecenasie, czy w sprawie powojennych roszczeń weneckich strach miał wielkie oczy?
Stefan Hambura: Nie, nie miał wielkich oczu.
J.D-O.: A powinniśmy się jeszcze bać, czy też Polacy mogą spać spokojnie po tym jak Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że Polacy nie muszą zwracać majątków Niemcom wysiedlonym po II wojnie światowej?
S.H.: Zawsze można było spać spokojnie, trzeba było tylko podejmować odpowiednie środki. Tutaj już takie pierwsze środki zostały podjęte już w 2004 roku, gdy Sejm RP, wtedy głównie z inicjatywy pana posła Antoniego Macierewicza podjął uchwałę, która dotyczyła reperacji wojennych od Niemiec na rzecz Polski.
J.D-O.: A czy ten wyrok jest przełomem? Czy w tej chwili są ewentualne pozwy bezzasadne?
S.H.: Chciałem zwrócić uwagę dlaczego doszło do tego wyroku i w jaki sposób. Później konsekwentna polityka pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, jego pełnomocnika profesora Mariusza Muszyńskiego i myślę, że to jest ten wynik oddziaływania na opinię publiczną.
J.D-O.: Te inicjatywy miały wpływ na orzeczenie trybunału?
S.H.: Trybunał w Strasburgu nie żyje w próżni. Też słucha głosów dochodzących z Polski. Dobrze, że takie orzeczenie zapadło, ale jest projekt ustawy o zadośćuczynieniu z tytułu nacjonalizacji nieruchomości w latach 1944–1962, który przoduje, że odszkodowanie, czy zadośćuczynienie przysługuje osobom fizycznym, które w chwili nacjonalizacji były obywatelami polskimi.
J.D-O.: Według Pana sprawa nie jest zamknięta, a według Pana, Panie pośle?
Tadeusz Iwiński: Moim zdaniem nie można mieszać widzom w głowie. Mówię to jako człowiek związany z Radą Europy. Ponieważ Trybunał Paw Człowieka w Strasburgu jest organem Rady Europy i to zgromadzenie parlamentarne wybiera poszczególnych sędziów. Jednoznacznie odrzucił 22 wnioski złożone 2 lata temu, tu trybunał działał ogromnie sprawnie dlatego, że normalnie w Strasburgu czeka się 5–7 lat. Od początku było jasne, mówiła o tym między innymi lewica, że te żądania są skazane na porażkę. Chcę tu przypomnieć, co powiedział kanclerz Schroeder w Warszawie w rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego przed 4 laty, że tu stanowisko rządu niemieckiego i pani kanclerz Angela Merkel to powtarzała jest analogiczne jak rządu polskiego, to znaczy, że te roszczenia nie mają żadnej mocy prawnej. Zostało to odrzucone z dwóch głównych powodów: po pierwsze, nie możemy mylić dwóch różnych grup, a ja jako poseł z Warmii i Mazur jestem na to szczególnie uczulony i doceniam różne lęki i obawy: ta rzecz dotyczyła roszczeń tych tak zwanych „wypędzonych”, czyli naprawdę przesiedleńców z okresu, kiedy zadecydowały o tym mocarstwa sojusznicze. Polska ani prawnie, ani de facto nie kontrolowała tego.
J.D-O.: Czy rzeczywiście jest jednak tak, że nie powinniśmy się niczego obawiać?
T.W.: Tu pan mecenas wypacza fakty. Ja sam byłem sprawozdawca tej głównej uchwały z 9 września 2004 roku w Sejmie i to była potrzeba uchwała w tamtym podzielonym Sejmie i jedyna przyjęta jednogłośnie, niech więc pamięta, że wszystkie ugrupowania opowiedziały się za tym.
J.D-O.: Pytanie do pani senator: rzeczywiście powinniśmy być spokojni?
Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Absolutnie, ta uchwała, o której wszyscy mówią jest tylko uspokojeniem elit politycznych dlatego, że w tylko jednym, z czym się zgadzam z panem profesorem Iwińskim to jest to, że dotyczy to okresu, w którym Polska nawet nie zawiadywała terenami, o których była mowa w roszczeniach, czy pozwach pana Pawelki. Następną sprawą, którą nie należy mieszać z wyrokiem w Strasburgu jest fakt, że oczywiście myśmy jako Powiernictwo Polskie zwracaliśmy uwagę na 1945 rok, niemniej Polska boryka się z procesami cywilnymi osób, które wyjechały znacznie później, które zrzekały się obywatelstwa polskiego, otrzymywał, świadczenia wyrównawcze i dalej posługują się wpisami sprzed 1945 roku, jak również późniejszymi. To jest bardzo ważne, ponieważ wyrok w Strasburgu nie zamyka sprawy roszczeń w Polsce i rząd niemiecki również o tym mówi, że odcina się od roszczeń ogólnie, ale nie może zabronić i nie zabrania, wie, że z pozwami cywilnymi poszczególne osoby do sądów polskich występują i wgrywają te procesy. My przegrywamy w procesach cywilnych w Polsce.
J.D-O.: A jeśli chodzi o pozwy tylko tych osób, które zostały wysiedlone po 1945 roku, to czy to zamyka sprawę? Bo szef Powiernictwa Pruskiego twierdzi, że zmieni taktykę, że złoży wnioski do sądów amerykańskich, czy ma jakieś pole manewru?
D.A-M.: Oczywiście, od wielu lat pan Pawelka do różnych instytucji na świecie się zwraca i jestem pewna, że w tej chwili skupi swoją uwagę na pozwach osób wyjeżdżających znacznie później. Dlatego, że, jeśli chodzi restytucję mienia i zwrot mienia, to te temat jest aktualny i nadszedł czas, aby rząd przestał zamiatać pod dywan ten temat, tylko zaczął zmieniać polskie prawie w taki sposób, aby chroniło ono polskich obywateli i żebyśmy nie przegrywali we własnych sądach procesów wtoczonych przed spadkobierców byłych właścicieli niemieckich w sądach polskich. I największym grzechem zaniechania był okres komunizmu. A to, że pan profesor sprawozdawał uchwałę, to nie miał pan po prostu wyjścia, bo to były ponad polityczne tematy i to, że był Pan sprawozdawcą, tylko wynikało z tego, że był Pan wtedy przewodniczącym komisji. Natomiast uchwała była bardzo ważna, ponieważ późniejsze działania rządu pana Cimoszewicza absolutnie również nie zwracały uwagi na te problem. Dopiero rząd Jarosława Kaczyńskiego zaczął porządkować księgi wieczyste.
J.D-O.: Ale księgi wieczyste cały czas nie są uporządkowane.
D.A-M.: Nie są uporządkowane dlatego, że obecny rząd przedłużył okres wywiązywania się samorządu z tego zadania. Natomiast procesy roszczeniowe dalej trwają. Ja mam proste pytanie do pana profesora Iwińskiego: jeżeli Pan jest z Warmii i Mazur, to dlaczego państwo Głowaccy i dziesiątki ludzi z tamtego terenu zgłaszają się do mnie i mówią, że w obecnej sytuacji, wyczerpani tymi pozwami chcą, żeby ich wywieść do lasu i rozstrzelać, bo się czują obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju.
T.I.: Zaakcentuje jeszcze raz z cała mocą: jestem ostatni, który by lekceważył określone groźby prawne, tym bardziej, że mówi piesze powiedzenie niemieckie, że częściej się zdarza to, czego się obawiamy niż to, czego pragniemy. Pani konsekwentnie myli dwa rozmaite zjawiska czyli kwestię roszczeń tak zwanych wysiedlonych, niemieckiej nomenklaturze „wypędzonych” oraz sprawę tak zwanych późnych przesiedleńców, którzy wjeżdżali w latach 80-tych, 70-tych, czasem, do połowy lat 80-tych w ramach akcji łączenia rodzin, gdzie to sądy polskie w dostatecznej mierze o tym decydują. Ja nie przeczę, że bałagan był i często jeszcze jest w księgach wieczystych, i że tutaj rzeczywiście rząd Jarosława Kaczyńskiego podjął - i to jest akurat godne poparcia i myśmy to popierali - przeznaczono określone kwoty na uporządkowanie ksiąg wieczystych, to dalej się toczy. A Pani jeszcze wprowadza do tego trzeci metodologicznych błąd nawiązując do rozmaitych roszczeń związanych z kwestiami reprywatyzacyjnymi, o które występują często obywatele żydowscy, amerykańscy i tak dalej...
J.D-O.: Pan mecenas twierdzi, że sprawa mimo tego orzeczenia nie jest zamknięta. Rozumiem, że związane jest to z nową ustawą o rekompensatach, którą przygotowuje rząd. Otworzy to puszkę Pandory? Niemcy będą mieli dodatkowy argument i będą mogli na nowo otworzyć sprawę roszczeń powojennych?
S.H.: Ustawa o zadość uczynieniu dotyczy lat 1944–1962. I również Frankfurter Allgemeine Zeitung z 25 września tego roku zaraz napisała „Bez prawa wniosku dla Niemców”. Także widzimy, a którym kierunku to idzie.
J-D-O: Według Pana co powie teraz Powiernictwo Pruskie? Nie odłoży tej sprawy?
S.H.: Trzeba się zastanowić co powinien zrobić rząd polski, żeby było dobrze dla Polski. Trzeba się dogadać ze stroną niemiecka, trzeba doprowadzić do tego, by strona niemiecka przejęła wszelkie roszczenia na siebie.
J.D-O.: Przez lata żaden z kanclerzy nie wyraził na to zgody.
S.H.: Ale to trwało. 2004 rok, tak jak pan profesor Iwiński wspomniał bardzo dobra uchwała, pan poseł Antoni Macierewicz zrobił, co mógł i teraz trzeba się dogadać. Trzeba zrobić następującego: za rok, we wrześniu mamy wybory w Niemczech. Z nowym rządem usiąść po wyborach i zamknąć te kwestię raz na zawsze, żeby nam już w przyszłości nie przeszkadzała.
J.D-O.: To, co mówią członkowie powiernictwa pruskiego może być dla niektórych szokujące. Wielu kwestionuje prawo Polski do terenów, które należały do Niemiec przed wojną.
T.I.: Ale powiedzmy, ze zamiast działać nie tyle tonizująco, co uspakajająco, mówić, że jest to wielki sukces, zawsze pozostaną w Niemczech jeszcze przez wiele lat osoby, które należą do ekstremistycznych organizacji, do Związku Wypędzonych i one będą występowały. Pan Pawelka może sobie kierować na przykład do sądów amerykańskich pozwy Niemców, ktorzy dzisiaj mają obywatelstwo niemieckie i pozywać Polskę przed sądem w USA, ale nie ma to żadnego znaczenia. Orzeczenie sądu amerykańskiego nie będzie miało żadnego znaczenia dla Polski. Nawiasem mówiąc Polska w roku 1961 wypłaciła 40 milionów dolarów, bez względu na to, czy to są Niemcy pochodzenia żydowskiego, czy Amerykanie pochodzenia niemieckiego. Ja nie chcę mówić, że wszystko jest cudownie, ale jest to wielki sukces. Natomiast czymś innym są te kwestie jak pani Agnes Trawny, z mojego okręgu wyborczego, z Nart pod Jedwabnem. A czymś innym są horrendalne i absurdalne roszczenia mieszkańca Lidzbarka Warmińskiego, który domagał się oddania niemalże połowy miasta. To jest inny wątek. A o tyle jesteśmy spokojni, że to polskie sądy będą indywidualnie rozpatrywały każdorazowo te kwestie i trzeba kończy kwestie porządkowania ksiąg wieczystych, które w przypadku leśników są dość specyficzne.
J.D-O.: Ta ustawa od lat jest i jakoś nie może przejść rzez parlament.
D.A-M.: Przede wszystkim mam prośbę, by nie topić problemu w oceanie słów dlatego, że problem istnieje i jeżeli będziemy udawać, że go nie ma, to wróci podwojoną siłą. Ja tutaj nie mieszam, Panie pośle, dwóch rzeczy, tylko realnie obserwuję to, co się dzieje za naszą zachodnią granicą i kogo reprezentuje, i kto wchodzi w skald Związku Wypędzonych, i kogo zachęca się do składania pozwów w Polsce. Tak długo jak będziemy w Polsce przegrywać pozwy, które są składane przez byłych spadkobierców, tak długo nie będzie spokoju. I nie można udawać, że problemu nie ma. Jest mi bardzo przykro, że Pan to bagatelizuje, zwłaszcza, że jest Pan okręgu, którym jest właściwie sztandarowym przykładem tego jak przyjdzie rodzinom polskim być wyrzuconym na bruk, jak są traktowani przez reprezentujących ich adwokatów, jak ci Polacy kiedyś, którzy wyjechali do Niemiec rozmawiają i traktują Polaków, jak zbywają ziemię na pniu i nikt nie reaguje.
S.H.: Ja jestem tego samego zdania, co pan poseł Iwiński: trzeba się cieszyć. Ale trzeba wiedzieć, że jest duże zagrożenie, gdyż ustawa o zadośćuczynieniu narusza prawo unijne, wspólnotowe.
J.D-O.: Mówi Pan o tej ustawie, która nie przewiduje, żeby Niemcy mogli uzyskiwać rekompensaty.
S.H.: Problem jest następujący: jeżeli temu się nie zapobiegnie, to problem powstanie. I wtedy Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, nie w Strasburgu zajmie się tą sprawą. I będzie problem podejmowany na nowo, a to jest niepotrzebne. Dogadajmy się w naszych stosunkach polsko-niemieckich, zamknijmy raz na zawsze. Premier Jarosław Kaczyński pokazał, że można rozmawiać konkretnie.
J.D-O.: Dziękuję bardzo Państwu za rozmowę.
Justyna Dobrosz-Oracz „Kwadrans po ósmej”, witam Państwa. Moimi gośćmi są dzisiaj mecenas Stefan Hambura, poseł Tadeusz Iwiński, Sojusz Lewicy Demokratycznej, a w studiu w Gdańsku senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk, Prawo i Sprawiedliwość, szefowa Powiernictwa Polskiego. Panie mecenasie, czy w sprawie powojennych roszczeń weneckich strach miał wielkie oczy?
Stefan Hambura: Nie, nie miał wielkich oczu.
J.D-O.: A powinniśmy się jeszcze bać, czy też Polacy mogą spać spokojnie po tym jak Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał, że Polacy nie muszą zwracać majątków Niemcom wysiedlonym po II wojnie światowej?
S.H.: Zawsze można było spać spokojnie, trzeba było tylko podejmować odpowiednie środki. Tutaj już takie pierwsze środki zostały podjęte już w 2004 roku, gdy Sejm RP, wtedy głównie z inicjatywy pana posła Antoniego Macierewicza podjął uchwałę, która dotyczyła reperacji wojennych od Niemiec na rzecz Polski.
J.D-O.: A czy ten wyrok jest przełomem? Czy w tej chwili są ewentualne pozwy bezzasadne?
S.H.: Chciałem zwrócić uwagę dlaczego doszło do tego wyroku i w jaki sposób. Później konsekwentna polityka pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, jego pełnomocnika profesora Mariusza Muszyńskiego i myślę, że to jest ten wynik oddziaływania na opinię publiczną.
J.D-O.: Te inicjatywy miały wpływ na orzeczenie trybunału?
S.H.: Trybunał w Strasburgu nie żyje w próżni. Też słucha głosów dochodzących z Polski. Dobrze, że takie orzeczenie zapadło, ale jest projekt ustawy o zadośćuczynieniu z tytułu nacjonalizacji nieruchomości w latach 1944–1962, który przoduje, że odszkodowanie, czy zadośćuczynienie przysługuje osobom fizycznym, które w chwili nacjonalizacji były obywatelami polskimi.
J.D-O.: Według Pana sprawa nie jest zamknięta, a według Pana, Panie pośle?
Tadeusz Iwiński: Moim zdaniem nie można mieszać widzom w głowie. Mówię to jako człowiek związany z Radą Europy. Ponieważ Trybunał Paw Człowieka w Strasburgu jest organem Rady Europy i to zgromadzenie parlamentarne wybiera poszczególnych sędziów. Jednoznacznie odrzucił 22 wnioski złożone 2 lata temu, tu trybunał działał ogromnie sprawnie dlatego, że normalnie w Strasburgu czeka się 5–7 lat. Od początku było jasne, mówiła o tym między innymi lewica, że te żądania są skazane na porażkę. Chcę tu przypomnieć, co powiedział kanclerz Schroeder w Warszawie w rocznice wybuchu Powstania Warszawskiego przed 4 laty, że tu stanowisko rządu niemieckiego i pani kanclerz Angela Merkel to powtarzała jest analogiczne jak rządu polskiego, to znaczy, że te roszczenia nie mają żadnej mocy prawnej. Zostało to odrzucone z dwóch głównych powodów: po pierwsze, nie możemy mylić dwóch różnych grup, a ja jako poseł z Warmii i Mazur jestem na to szczególnie uczulony i doceniam różne lęki i obawy: ta rzecz dotyczyła roszczeń tych tak zwanych „wypędzonych”, czyli naprawdę przesiedleńców z okresu, kiedy zadecydowały o tym mocarstwa sojusznicze. Polska ani prawnie, ani de facto nie kontrolowała tego.
J.D-O.: Czy rzeczywiście jest jednak tak, że nie powinniśmy się niczego obawiać?
T.W.: Tu pan mecenas wypacza fakty. Ja sam byłem sprawozdawca tej głównej uchwały z 9 września 2004 roku w Sejmie i to była potrzeba uchwała w tamtym podzielonym Sejmie i jedyna przyjęta jednogłośnie, niech więc pamięta, że wszystkie ugrupowania opowiedziały się za tym.
J.D-O.: Pytanie do pani senator: rzeczywiście powinniśmy być spokojni?
Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Absolutnie, ta uchwała, o której wszyscy mówią jest tylko uspokojeniem elit politycznych dlatego, że w tylko jednym, z czym się zgadzam z panem profesorem Iwińskim to jest to, że dotyczy to okresu, w którym Polska nawet nie zawiadywała terenami, o których była mowa w roszczeniach, czy pozwach pana Pawelki. Następną sprawą, którą nie należy mieszać z wyrokiem w Strasburgu jest fakt, że oczywiście myśmy jako Powiernictwo Polskie zwracaliśmy uwagę na 1945 rok, niemniej Polska boryka się z procesami cywilnymi osób, które wyjechały znacznie później, które zrzekały się obywatelstwa polskiego, otrzymywał, świadczenia wyrównawcze i dalej posługują się wpisami sprzed 1945 roku, jak również późniejszymi. To jest bardzo ważne, ponieważ wyrok w Strasburgu nie zamyka sprawy roszczeń w Polsce i rząd niemiecki również o tym mówi, że odcina się od roszczeń ogólnie, ale nie może zabronić i nie zabrania, wie, że z pozwami cywilnymi poszczególne osoby do sądów polskich występują i wgrywają te procesy. My przegrywamy w procesach cywilnych w Polsce.
J.D-O.: A jeśli chodzi o pozwy tylko tych osób, które zostały wysiedlone po 1945 roku, to czy to zamyka sprawę? Bo szef Powiernictwa Pruskiego twierdzi, że zmieni taktykę, że złoży wnioski do sądów amerykańskich, czy ma jakieś pole manewru?
D.A-M.: Oczywiście, od wielu lat pan Pawelka do różnych instytucji na świecie się zwraca i jestem pewna, że w tej chwili skupi swoją uwagę na pozwach osób wyjeżdżających znacznie później. Dlatego, że, jeśli chodzi restytucję mienia i zwrot mienia, to te temat jest aktualny i nadszedł czas, aby rząd przestał zamiatać pod dywan ten temat, tylko zaczął zmieniać polskie prawie w taki sposób, aby chroniło ono polskich obywateli i żebyśmy nie przegrywali we własnych sądach procesów wtoczonych przed spadkobierców byłych właścicieli niemieckich w sądach polskich. I największym grzechem zaniechania był okres komunizmu. A to, że pan profesor sprawozdawał uchwałę, to nie miał pan po prostu wyjścia, bo to były ponad polityczne tematy i to, że był Pan sprawozdawcą, tylko wynikało z tego, że był Pan wtedy przewodniczącym komisji. Natomiast uchwała była bardzo ważna, ponieważ późniejsze działania rządu pana Cimoszewicza absolutnie również nie zwracały uwagi na te problem. Dopiero rząd Jarosława Kaczyńskiego zaczął porządkować księgi wieczyste.
J.D-O.: Ale księgi wieczyste cały czas nie są uporządkowane.
D.A-M.: Nie są uporządkowane dlatego, że obecny rząd przedłużył okres wywiązywania się samorządu z tego zadania. Natomiast procesy roszczeniowe dalej trwają. Ja mam proste pytanie do pana profesora Iwińskiego: jeżeli Pan jest z Warmii i Mazur, to dlaczego państwo Głowaccy i dziesiątki ludzi z tamtego terenu zgłaszają się do mnie i mówią, że w obecnej sytuacji, wyczerpani tymi pozwami chcą, żeby ich wywieść do lasu i rozstrzelać, bo się czują obywatelami drugiej kategorii we własnym kraju.
T.I.: Zaakcentuje jeszcze raz z cała mocą: jestem ostatni, który by lekceważył określone groźby prawne, tym bardziej, że mówi piesze powiedzenie niemieckie, że częściej się zdarza to, czego się obawiamy niż to, czego pragniemy. Pani konsekwentnie myli dwa rozmaite zjawiska czyli kwestię roszczeń tak zwanych wysiedlonych, niemieckiej nomenklaturze „wypędzonych” oraz sprawę tak zwanych późnych przesiedleńców, którzy wjeżdżali w latach 80-tych, 70-tych, czasem, do połowy lat 80-tych w ramach akcji łączenia rodzin, gdzie to sądy polskie w dostatecznej mierze o tym decydują. Ja nie przeczę, że bałagan był i często jeszcze jest w księgach wieczystych, i że tutaj rzeczywiście rząd Jarosława Kaczyńskiego podjął - i to jest akurat godne poparcia i myśmy to popierali - przeznaczono określone kwoty na uporządkowanie ksiąg wieczystych, to dalej się toczy. A Pani jeszcze wprowadza do tego trzeci metodologicznych błąd nawiązując do rozmaitych roszczeń związanych z kwestiami reprywatyzacyjnymi, o które występują często obywatele żydowscy, amerykańscy i tak dalej...
J.D-O.: Pan mecenas twierdzi, że sprawa mimo tego orzeczenia nie jest zamknięta. Rozumiem, że związane jest to z nową ustawą o rekompensatach, którą przygotowuje rząd. Otworzy to puszkę Pandory? Niemcy będą mieli dodatkowy argument i będą mogli na nowo otworzyć sprawę roszczeń powojennych?
S.H.: Ustawa o zadość uczynieniu dotyczy lat 1944–1962. I również Frankfurter Allgemeine Zeitung z 25 września tego roku zaraz napisała „Bez prawa wniosku dla Niemców”. Także widzimy, a którym kierunku to idzie.
J-D-O: Według Pana co powie teraz Powiernictwo Pruskie? Nie odłoży tej sprawy?
S.H.: Trzeba się zastanowić co powinien zrobić rząd polski, żeby było dobrze dla Polski. Trzeba się dogadać ze stroną niemiecka, trzeba doprowadzić do tego, by strona niemiecka przejęła wszelkie roszczenia na siebie.
J.D-O.: Przez lata żaden z kanclerzy nie wyraził na to zgody.
S.H.: Ale to trwało. 2004 rok, tak jak pan profesor Iwiński wspomniał bardzo dobra uchwała, pan poseł Antoni Macierewicz zrobił, co mógł i teraz trzeba się dogadać. Trzeba zrobić następującego: za rok, we wrześniu mamy wybory w Niemczech. Z nowym rządem usiąść po wyborach i zamknąć te kwestię raz na zawsze, żeby nam już w przyszłości nie przeszkadzała.
J.D-O.: To, co mówią członkowie powiernictwa pruskiego może być dla niektórych szokujące. Wielu kwestionuje prawo Polski do terenów, które należały do Niemiec przed wojną.
T.I.: Ale powiedzmy, ze zamiast działać nie tyle tonizująco, co uspakajająco, mówić, że jest to wielki sukces, zawsze pozostaną w Niemczech jeszcze przez wiele lat osoby, które należą do ekstremistycznych organizacji, do Związku Wypędzonych i one będą występowały. Pan Pawelka może sobie kierować na przykład do sądów amerykańskich pozwy Niemców, ktorzy dzisiaj mają obywatelstwo niemieckie i pozywać Polskę przed sądem w USA, ale nie ma to żadnego znaczenia. Orzeczenie sądu amerykańskiego nie będzie miało żadnego znaczenia dla Polski. Nawiasem mówiąc Polska w roku 1961 wypłaciła 40 milionów dolarów, bez względu na to, czy to są Niemcy pochodzenia żydowskiego, czy Amerykanie pochodzenia niemieckiego. Ja nie chcę mówić, że wszystko jest cudownie, ale jest to wielki sukces. Natomiast czymś innym są te kwestie jak pani Agnes Trawny, z mojego okręgu wyborczego, z Nart pod Jedwabnem. A czymś innym są horrendalne i absurdalne roszczenia mieszkańca Lidzbarka Warmińskiego, który domagał się oddania niemalże połowy miasta. To jest inny wątek. A o tyle jesteśmy spokojni, że to polskie sądy będą indywidualnie rozpatrywały każdorazowo te kwestie i trzeba kończy kwestie porządkowania ksiąg wieczystych, które w przypadku leśników są dość specyficzne.
J.D-O.: Ta ustawa od lat jest i jakoś nie może przejść rzez parlament.
D.A-M.: Przede wszystkim mam prośbę, by nie topić problemu w oceanie słów dlatego, że problem istnieje i jeżeli będziemy udawać, że go nie ma, to wróci podwojoną siłą. Ja tutaj nie mieszam, Panie pośle, dwóch rzeczy, tylko realnie obserwuję to, co się dzieje za naszą zachodnią granicą i kogo reprezentuje, i kto wchodzi w skald Związku Wypędzonych, i kogo zachęca się do składania pozwów w Polsce. Tak długo jak będziemy w Polsce przegrywać pozwy, które są składane przez byłych spadkobierców, tak długo nie będzie spokoju. I nie można udawać, że problemu nie ma. Jest mi bardzo przykro, że Pan to bagatelizuje, zwłaszcza, że jest Pan okręgu, którym jest właściwie sztandarowym przykładem tego jak przyjdzie rodzinom polskim być wyrzuconym na bruk, jak są traktowani przez reprezentujących ich adwokatów, jak ci Polacy kiedyś, którzy wyjechali do Niemiec rozmawiają i traktują Polaków, jak zbywają ziemię na pniu i nikt nie reaguje.
S.H.: Ja jestem tego samego zdania, co pan poseł Iwiński: trzeba się cieszyć. Ale trzeba wiedzieć, że jest duże zagrożenie, gdyż ustawa o zadośćuczynieniu narusza prawo unijne, wspólnotowe.
J.D-O.: Mówi Pan o tej ustawie, która nie przewiduje, żeby Niemcy mogli uzyskiwać rekompensaty.
S.H.: Problem jest następujący: jeżeli temu się nie zapobiegnie, to problem powstanie. I wtedy Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu, nie w Strasburgu zajmie się tą sprawą. I będzie problem podejmowany na nowo, a to jest niepotrzebne. Dogadajmy się w naszych stosunkach polsko-niemieckich, zamknijmy raz na zawsze. Premier Jarosław Kaczyński pokazał, że można rozmawiać konkretnie.
J.D-O.: Dziękuję bardzo Państwu za rozmowę.
Myśląc Ojczyzna: "Awantury arabskie i moralne"
Myśląc Ojczyzna: "Awantury arabskie i moralne"
red. Stanisław Michalkiewicz (2008-10-15)
Felieton
słuchajzapisz
Szanowni Państwo!Odsłonił się przed naszymi oczami kolejny rozdział groteskowej wojny między premierem Donaldem Tuskiem, a prezydentem Lechem Kaczyńskim. W przeddzień planowanego odlotu prezydenta do Brukseli na rozpoczynający się szczyt Unii Europejskiej, szef Kanclearii Premiera, pan minister Tomasz Arabski przesłał do Kancelarii Prezydenta pismo z zawiadomieniem, że państwowy samolot, który właśnie zawiózł do Brukseli delegację rządową, pozostanie do jej dyspozycji w tym mieście przez cały czas trwania szczytu. Pewnie premier Donald Tusk i ministrowie jego rządu będą samolotem latac do toalety, zwłaszcza gdy ich przypili. Krótko mówiąc, samolotu dla prezydenta nie będzie.Pan minister Tomasz Arabski wyjaśnił podczas przesłuchania w TVN-24, że to dlatego, iż doszedł do wniosku, że wizyta prezydenta Kaczyńskiego w Brukseli ma charakter prywatny. Gdyby pan Tomasz nie nazywał się Arabski, tylko trochę inaczej, to oczywiście mógłby dojść do każdego wniosku i nawet prezydenta Kaczyńskiego postawić na baczność. Skoro jednak jest tylko Arabski, a na dodatek piastuje stosunkowo skromne stanowisko rządowego intendenta, to okreslanie charakteru zagranicznych wizyt prezydenta państwa raczej do jego kompetencji nie należy. Jestem prawie pewien, że pan minister Tomasz Arabski też to wie. A skoro wie, a mimo to pozwolił sobie na taki gest pod adresem prezydenta Polski, to na pewno za wiedzą i aprobatą premiera Donalda Tuska.Pośrednio możemy o tym wnioskować z wypowiedzi samego premiera, który dawał do zrozumienia, że piętrzące się nagle trudności a to z chorymi pilotami, a to z samolotem, który musi pod parą stać w gotowości na lotnisku w Brukseli przez cały czas trwania szczytu Unii Europejskiej, to tylko preteksty, których celem jest uniemożliwienie prezydentowi wzięcia udziału w brukselskim szczycie. Prezydent nie jest mi do niczego potrzebny - stwierdził premier Tusk.Jestem przekonany, że tym razem mówi szczerze. Co więcej - jestem przekonany, że musi być bardzo ważny powód, dla którego premier Donald Tusk nie życzy sobie mieć w Brukseli świadka w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W takim razie trzeba postawić pytanie, jakie łajdactwo zamierza pan premier tam przeprowadzić, że próbuje nie dopuścić prezydenta państwa do uczestnictwa w brukselskim szczycie wszelkimi sposobami, łącznie z gangsterskimi chwytami, tak samo, jak podczas "nocnej zmiany" w czerwcu 1992 roku?Stawiam to pytanie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że skoro premier Tusk wszelkimi sposobami dąży do pozbycia się z Brukseli świadka w osobie prezydenta, to najwyraźniej musi mieć coś ważnego, a zarazem kłopotliwego do ukrycia. Po drugie dlatego, że zarówno pan premier Donald Tusk, jak i ministrowie jego rządu udowodnili, iż działają na szkodę polskich obywateli i podejmowanych przez nich przedsięwzięć gospodarczych. Najlepiej widac to na przykładzie działań, które doprowadziły do cofnięcia unijnej subwencji na wiercenia geotermalne w Toruniu oraz aktualnego blokowania przez ministra spraw wewnętrznych Grzegorza Schetynę możliwosci rozpoczęcia publicznej zbiórki na sfinansowanie tej inwestycji poza środkami publicznymi. Jeśli zatem premier Tusk i jego rząd w interesie tajnych służb tubylczych i zagranicznych nie waha się działać na szkodę polskich obywateli i polskiej gospodarki, to całkiem możliwe, że nie będzie miał też żadnych oporów przed działaniem na szkodę polskiego państwa. Jest to tym bardziej prawdopodobne, ze prawdziwym programem Platformy Obywatelskiej i tworzonego z jej udziałem rządu jest odwdzięczanie się tajnym służbom tubylczym i zagranicznym, które wsparły ją podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej i doprowadziły do miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że ani dawne komunistyczne tajne służby wojskowe, ani tym baerdziej - tajne służby zagraniczne, nie działały, ani nie działają w interesie Polski. Przeciwnie - w ich interesie leży maksymalne osłabienie polskiego państwa, żeby łatwiej można było je rozkraść, a pozostałe resztki poddać pod władzę państw poważnych.W tym celu wystarczy doprowadzić do wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego - jak gdyby nigdy nic - jak gdyby nie było irlandzkiego referendum, a którym traktat tej zostal odrzucony. Ponieważ prezydent Kaczyński od pewnego czasu odmawia ratyfikacji tego traktatu, to jego obecność przy ewentualnym zaciąganiu przez rząd w imieniu Polski zobowiązań, że na przykład metodą faktów dokonanych doprowadzi do wprowadzenia w Polsce w życie postanowień Traktatu Lizbońskiego, jest nie tylko niepotrzebna, ale również - w najwyższym stopniu niepożądana. Tylko taką przyczyną można przekonująco wyjaśnić postępowanie premiera Tuska, który nie waha się ani przed ośmieszaniem Polski, ani przed ośmieszaniem siebie samego i swojego rządu. Rzeczywiście musiał zostać przez kogoś postawiony pod ścianą, że tak się uwija, nie dbając już o pozory. Miejmy nadzieję, że opinia publiczna w końcu się dowie, kto tak premiera Tuska sztorcuje i jakiego rodzaju propozycję nie do odrzucenia mu złożył.I na koniec z innej beczki. Od wielu Słuchaczy i Czytelników docierają do mnie sygnały, ze z moich felietonów wyłania się pon ury obraz rzeczywistości. To niestety prawda, ale to nie moja wina, że rzeczywistość nie jest wesoła. Ja jej przeciez nie tworzę, ja ja tylko opisuję.Niemniej jednak, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Słuchaczy i Czytelników zwracam ich uwagę na pewien optymistyczny element w tym ponury, i przygnębiającym obrazie. Chodzi mi o moralną kondycję naszego społeczeństwa, która chyba nie jest aż tak zła, jak można by się spodziewać. Oto wczoraj po raz kolejny dowiedzieliśmy się, że nawet tak, zdawałoby się, zdemoralizowane osoby, jak oficerowie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, odważnie stają dzisiaj po stronie prawdy i gotowi są dawać osobiste świadectwo na każde żądanie. Dzieki temu łatwiej nam będzie nie tylko zachować wiarę w człowieka, ale nawet w ogóle.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
red. Stanisław Michalkiewicz (2008-10-15)
Felieton
słuchajzapisz
Szanowni Państwo!Odsłonił się przed naszymi oczami kolejny rozdział groteskowej wojny między premierem Donaldem Tuskiem, a prezydentem Lechem Kaczyńskim. W przeddzień planowanego odlotu prezydenta do Brukseli na rozpoczynający się szczyt Unii Europejskiej, szef Kanclearii Premiera, pan minister Tomasz Arabski przesłał do Kancelarii Prezydenta pismo z zawiadomieniem, że państwowy samolot, który właśnie zawiózł do Brukseli delegację rządową, pozostanie do jej dyspozycji w tym mieście przez cały czas trwania szczytu. Pewnie premier Donald Tusk i ministrowie jego rządu będą samolotem latac do toalety, zwłaszcza gdy ich przypili. Krótko mówiąc, samolotu dla prezydenta nie będzie.Pan minister Tomasz Arabski wyjaśnił podczas przesłuchania w TVN-24, że to dlatego, iż doszedł do wniosku, że wizyta prezydenta Kaczyńskiego w Brukseli ma charakter prywatny. Gdyby pan Tomasz nie nazywał się Arabski, tylko trochę inaczej, to oczywiście mógłby dojść do każdego wniosku i nawet prezydenta Kaczyńskiego postawić na baczność. Skoro jednak jest tylko Arabski, a na dodatek piastuje stosunkowo skromne stanowisko rządowego intendenta, to okreslanie charakteru zagranicznych wizyt prezydenta państwa raczej do jego kompetencji nie należy. Jestem prawie pewien, że pan minister Tomasz Arabski też to wie. A skoro wie, a mimo to pozwolił sobie na taki gest pod adresem prezydenta Polski, to na pewno za wiedzą i aprobatą premiera Donalda Tuska.Pośrednio możemy o tym wnioskować z wypowiedzi samego premiera, który dawał do zrozumienia, że piętrzące się nagle trudności a to z chorymi pilotami, a to z samolotem, który musi pod parą stać w gotowości na lotnisku w Brukseli przez cały czas trwania szczytu Unii Europejskiej, to tylko preteksty, których celem jest uniemożliwienie prezydentowi wzięcia udziału w brukselskim szczycie. Prezydent nie jest mi do niczego potrzebny - stwierdził premier Tusk.Jestem przekonany, że tym razem mówi szczerze. Co więcej - jestem przekonany, że musi być bardzo ważny powód, dla którego premier Donald Tusk nie życzy sobie mieć w Brukseli świadka w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W takim razie trzeba postawić pytanie, jakie łajdactwo zamierza pan premier tam przeprowadzić, że próbuje nie dopuścić prezydenta państwa do uczestnictwa w brukselskim szczycie wszelkimi sposobami, łącznie z gangsterskimi chwytami, tak samo, jak podczas "nocnej zmiany" w czerwcu 1992 roku?Stawiam to pytanie z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że skoro premier Tusk wszelkimi sposobami dąży do pozbycia się z Brukseli świadka w osobie prezydenta, to najwyraźniej musi mieć coś ważnego, a zarazem kłopotliwego do ukrycia. Po drugie dlatego, że zarówno pan premier Donald Tusk, jak i ministrowie jego rządu udowodnili, iż działają na szkodę polskich obywateli i podejmowanych przez nich przedsięwzięć gospodarczych. Najlepiej widac to na przykładzie działań, które doprowadziły do cofnięcia unijnej subwencji na wiercenia geotermalne w Toruniu oraz aktualnego blokowania przez ministra spraw wewnętrznych Grzegorza Schetynę możliwosci rozpoczęcia publicznej zbiórki na sfinansowanie tej inwestycji poza środkami publicznymi. Jeśli zatem premier Tusk i jego rząd w interesie tajnych służb tubylczych i zagranicznych nie waha się działać na szkodę polskich obywateli i polskiej gospodarki, to całkiem możliwe, że nie będzie miał też żadnych oporów przed działaniem na szkodę polskiego państwa. Jest to tym bardziej prawdopodobne, ze prawdziwym programem Platformy Obywatelskiej i tworzonego z jej udziałem rządu jest odwdzięczanie się tajnym służbom tubylczym i zagranicznym, które wsparły ją podczas ubiegłorocznej kampanii wyborczej i doprowadziły do miejsca, w którym aktualnie się znajduje. Jest dla mnie rzeczą oczywistą, że ani dawne komunistyczne tajne służby wojskowe, ani tym baerdziej - tajne służby zagraniczne, nie działały, ani nie działają w interesie Polski. Przeciwnie - w ich interesie leży maksymalne osłabienie polskiego państwa, żeby łatwiej można było je rozkraść, a pozostałe resztki poddać pod władzę państw poważnych.W tym celu wystarczy doprowadzić do wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego - jak gdyby nigdy nic - jak gdyby nie było irlandzkiego referendum, a którym traktat tej zostal odrzucony. Ponieważ prezydent Kaczyński od pewnego czasu odmawia ratyfikacji tego traktatu, to jego obecność przy ewentualnym zaciąganiu przez rząd w imieniu Polski zobowiązań, że na przykład metodą faktów dokonanych doprowadzi do wprowadzenia w Polsce w życie postanowień Traktatu Lizbońskiego, jest nie tylko niepotrzebna, ale również - w najwyższym stopniu niepożądana. Tylko taką przyczyną można przekonująco wyjaśnić postępowanie premiera Tuska, który nie waha się ani przed ośmieszaniem Polski, ani przed ośmieszaniem siebie samego i swojego rządu. Rzeczywiście musiał zostać przez kogoś postawiony pod ścianą, że tak się uwija, nie dbając już o pozory. Miejmy nadzieję, że opinia publiczna w końcu się dowie, kto tak premiera Tuska sztorcuje i jakiego rodzaju propozycję nie do odrzucenia mu złożył.I na koniec z innej beczki. Od wielu Słuchaczy i Czytelników docierają do mnie sygnały, ze z moich felietonów wyłania się pon ury obraz rzeczywistości. To niestety prawda, ale to nie moja wina, że rzeczywistość nie jest wesoła. Ja jej przeciez nie tworzę, ja ja tylko opisuję.Niemniej jednak, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom Słuchaczy i Czytelników zwracam ich uwagę na pewien optymistyczny element w tym ponury, i przygnębiającym obrazie. Chodzi mi o moralną kondycję naszego społeczeństwa, która chyba nie jest aż tak zła, jak można by się spodziewać. Oto wczoraj po raz kolejny dowiedzieliśmy się, że nawet tak, zdawałoby się, zdemoralizowane osoby, jak oficerowie komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, odważnie stają dzisiaj po stronie prawdy i gotowi są dawać osobiste świadectwo na każde żądanie. Dzieki temu łatwiej nam będzie nie tylko zachować wiarę w człowieka, ale nawet w ogóle.
Mówił Stanisław Michalkiewicz
Sunday, August 3, 2008
WAŻNIEJSZE OSIĄGNIĘCIA POLSKIEJ GEOTERMALNEJ ASOCJACJI Polish Geothermal Association
WAŻNIEJSZE OSIĄGNIĘCIA POLSKIEJ GEOTERMALNEJ ASOCJACJI Polish Geothermal Association
Powstawanie i działalność przed 1996 rokiem.
W dniu 15 września 1993 roku odbyło się w Zakopanem - Koscielisku zebranie założycieli PGA. Zebranie odbyło się po dwudniowym, międzynarodowym Seminarium na temat "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego". W zebraniu uczestniczyło 26 osób, które jednogłośnie postanowiły powołać Polską Geotermalną Asocjację. Został powołany Komitet Założycielski PGA w składzie:
- prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski mgr inż. Maria Gładysz
- mgr inż. Andrzej Gąsienica - Makowski,
- mgr inż. Antoni Parecki.
Na zebraniu określono podstawowe cele i kierunki działania Polskiej Geotermalnej Asocjacji:
- wspieranie badań i działań zmierzających do poznania i wykorzystania zasobów geotermalnych w Polsce,
- popieranie edukacji naukowej, technicznej i przyrodniczej, związanej ze sprawami geotermii i środowiska,
- gromadzenie i udostępnianie informacji o zasobach geotermalnych i badaniach związanych z geotermią
- nawiązywanie i poszerzanie współpracy międzynarodowej z organizacjami zajmującymi się problematyką rozwoju geotermii, a szczególnie z Międzynarodową Geotermalną Asocjacją.
Powołany wówczas Komitet Założycielski zgodnie z wymogami sądu, postanowił ukonstytuować Tymczasowy Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w tym samym składzie co komitet założycielski.
W dniu 12 września przewodniczący Tymczasowego Zarządu PGA podpisał w imieniu Polskiej Geotermalnej Asocjacji porozumienie o afiliacji z Migdzynarodow Geotermalną Asocjac, które zostało zaakceptowane przez Radę Dyrektorów IGA 8-go listopada 1993 roku. W dniu afiliacji PGA liczyła 47 członków (nie posiadała jeszcze decyzji sądu o przyjęciu rejestracji)
W dniu 31 grudnia 1993 roku Polska Geotermalna Asocjacja została wpisana do rejestru stowarzyszeń w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie, a osobowość prawną uzyskała 25 stycznia 1994 roku.
17 czerwca 1994 roku odbyło się I Walne Zebranie Członków PGA, na którym w regulaminowym głosowaniu został wybrany Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w następującym składzie:
- przewodniczący - prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski,
- sekretarz - Agnieszka Sadowska
- skarbnik - mgr inż. Grażyna Hołojuch,
- członek - mgr inż. Maria Gładysz,
- członek - prof. dr hab. Stanisław Ostaficzuk,
- członek - dr Wiesław Bujakowski,
- członek - mgr inż. Antoni Parecki.
oraz Komisja Rewizyjna Polskie Geotermalnej Asocjacji w składzie:
- przewodniczący - prof. Andrzej Parczewski,
- członek - dr inż. Elżbieta Pilecka,
- członek - mgr inż. Jan Lemparty.
Na zebraniu podjęto decyzję o udziale polskiej delegacji z ramienia PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji, w maju 1995 roku oraz o zorganizowaniu przedkongresowej wycieczki na Podhalu. W tym samym dniu ( 17.06.1994) miało miejsce I Posiedzenie Zarządu Polskiej Geotermalnej Asocjacji.
W dniach 17-19 października PGA wspólnie z Radą Ekologiczną przy Prezydencie RP i Polską Akademią Nauk zorganizowała w Zakopanem seminarium nt.: "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców".
Przed seminarium zostały wydane następujące artykuły w oddzielnej publikacji
- Zagadnienia ekorozwoju Podhala - prof. S. Kozłowski;
- Karpaty jako "Ekozaplecze" Polski - prof. R. Ney;
- Zasady ekorozwoju Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców z uwzględnieniem niekonwencjonalnych nośników energii - prof. J. Sokolowski, mgr F. Bachleda-Księdzularz;
- Ekologiczne korzyści wykorzystania wód geotermalnych na Podhalu - dr W. Bujakowski, prof. J. Sokolowski, mgr inż. P. Długosz, prof. A. Długosz;
- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w różnych regionach Polski:
- Stan obecny i program wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu - prof. J. Sokołowski, mgr inż. P. Długosz, dr W. Bujakowski;
- Wykorzystanie energii geotermalnej w Polsce na przykładzie miejskiego systemu grzewczego w Pyrzycach opartego o ciepłownię_ geotermalną_ - prof. Z. Meyer;
- Możliwości wykorzystania wód termalnych w energetyce cieplnej północno-zachodniej Polski - mgr A. Parecki;
- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w Żyrardowie - mgr M. Balcer;
- Możliwości komercyjnego wykorzystania energii geotermalnej w Polsce - inż. J. Sokołowska;
- The economic advantages of geothermal water utilization using Geotermia Podhalańska as a case - K. Sorensen, L. T. Hansen, mgr inż. P. Długosz;
- Elektrownie atomowe a ekorozwój - prof. W. Bojarski.
Powyzsza dzialalnosc zostala wysoko oceniona przez gremium uczestnicz_ce w seminarium, dowodem czego jest przyznanie nagrody Przewodniczącemu PGA prof. Julianowi Sokołowskiemu przez Przewodniczącego Ligi Ochrony Przyrody za rok 1994.
Przygotowano trzy referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny w 1995 oraz przygotowano przewodnik dla uczestników przedkongresowej wycieczki, która miala miejsce na terenie Podhala.
W 1995 roku głównyrni akcentami działalnosci PGA były: uczestnictwo delegacji PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji oraz zorganizowanie wycieczki na Pndhale i do Słowacji dla uczestników światowego Kongresu Geotermalnego.
W dniach 18 - 31 maja 1995 roku we Florencji odbył się światowy Kongres Geotermalny. Ze strony PGA w Kongresie uczestniczyła delegacja w składzie:
- Julian Sokołowski,
- Józefa Sokołowska,
- Stanisław Ostaficzuk,
- Andrzej Myśko,
- Wiesław Bujakowski,
- Beata Kępinska,
- Marek Balcer,
- Grażyna Hołojuch,
- Agnieszka Sadowska.
Przewodniczący PGA prof. Julian Sokołowski wygłosił na Kongresie trzy referaty:
- Bieżący raport geotermalny z Polski (opracował J. Sokołowski)
- Efekty zatłaczania wód geotermalnych w Polsce (opracował J. Sokołowski, J. Sokołowska, P. Piwiński)
- Wykorzystanie energii geotermalnej w ochronie środowiska Tatr, Pienin i Grców (Z. Krzan, J. Sokołowski)
PGA wspólnie ze Słowacką Asocjacją Geotermalną przygotowała jedną z wycieczek, które znalazły się w programie imprez światowego Kongresu Geotermalnego we Florencji. Polska część wycieczki odbyła się w dniach od 18 do 20 maja na Podhalu.Uczestniczyło w niej 12 osób - specjalistów z dziedziny geotermii z U.S.A., Japonii, Islandii, Nowej Zelandii i Słowacji. Uczestnicy wycieczki otrzymali wydany przez PGA przewodnik po regionie Podhala i południowej Polski. Głównym celem wycieczki była prezentacja aktualnego stanu i perspektyw wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu, poza tym uczestnicy mieli okazję poznania historii i kultury regionu Podhala, Tatr i Krakowa.
Dzięki dotacji Narodowego Funduszu Ochrony środowiska i Gospodarki Wodnej, za co wyrażamy gorące podziękowania, przygotowano i wydano następujące publikacje:
- Referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny we Florencji.
- Przewodnik dla uczestników wycieczki przedkongresowej na Podhalu.
- Prowincje i baseny geotermalne Polski, wersje polsko- i anglojęzyczna,
- Informator o Zakładzie Geotermalnym na Podhalu.
Innymi ważnymi działaniami PGA były w roku 1995:
- Współudział w organizacji warsztatów geotermalnych w Warszawie w dniu 27.06.1995. Tematem warsztatów była "Energia Geotermalna w krajach Europy Wschodniej".
- Zorganizowanie I kursu Polskiej Szkoły Geotermalnej w Zakopanem na temat Podstawy Geosynoptyczne rozwoju Geoenergetyki w Polsce. Przygotowano tygodniowy cykl wykładów o warunkach występowania wód geotermalnych w Polsce, sposobach ich zagospodarowania i możliwościach wykorzystania w róznych dziedzinach życia gospodarczego, a w szczególności w ochronie środowiska. W kursie wzięli udział, oprócz specjalistów geologów i geotermików, przedstawiciele władz lokalnych gmin zainteresowanych zagospodarowaniem wód geotermalnych.
- Przetłumaczenie i przygotowanie do druku tłumaczenia francuskiego opracowania albumowego pt.: "Geotermia od gejzera do grzejnika". Do opracowania tego został dopisany specjalny rozdział pt.: "Geotermia w Polsce". środki na wydanie tej pracy zapewniło Ministerstwo Ochrony środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa".
Z prof. dr hab. Ryszardem Henrykiem Kozłowskim z Politechniki Krakowskiej rozmawia Wiesława Mazur
- Import nośników energii, w tym gazu i ropy naftowej, obciąża budżet państwa kwotą 25 mld zł rocznie, tymczasem Pan twierdzi, że jesteśmy "Kuwejtem Europy" i moglibyśmy być samowystarczalni energetycznie. To brzmi jak bajka, opowiadanie science fiction.
- Siedzimy na wulkanie przebogatych zasobów energii i możemy być samowystarczalni. Wiek XIX był wiekiem węgla i pary, XX - ropy naftowej i gazu, XXI będzie wiekiem zasobów energii odnawialnej. Węgla mamy tyle, że przy rocznym wydobyciu na poziomie 100 mln ton starczyłoby go nam na 1000 lat. Szesnaście lat badań Polskiej Akademii Nauk, Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz innych jednostek, które zajmowały się poszukiwaniem ropy, gazu, energii geotermalnej świadczą, że zasoby gazu - odkryte i do udokumentowania - zabezpieczają ekspolatację na wysokim poziomie, na ponad 100 lat. Ale w ciągu najbliższych 20 lat, powszechnym nośnikiem energii będzie wodór. Można budować elektrownie opierając się na wodorze spalanym w ogniwach paliwowych, czerpiąc go z wody. Powracając do zasobów energetycznych Polski, nasza ziemia została obdarzona wyjątkowo szczodrze. W żadnym innym europejskim kraju, a może nawet w żadnym innym kraju na świecie, nie stykają się tak jak u nas cztery jednostki geostrukturalne: prekambryjska plaftforma wschodnioeuropejska, kaledonidy, waryscydy i alpidy. Podobne położenie rokuje mnogość bogactw i gazu, i ropy, i wody geotermalnej. Energii zasobów odnawialnych - myślę przede wszystkim o zasobach energii geotermalnej - posiadamy nieprzebrane bogactwo. Wynoszą 625 tys. petadżuli (PJ) na rok. Jeden petadżul jest odpowiednikiem energii zawartej w 23 tys. ton ropy naftowej. To są zasoby odnawialne stałe i znajdują się na 80 proc. powierzchni Polski. Zapotrzebowanie Polski na energię wynosi 4 tys. PJ rocznie. Geotermalnej energii odnawialnej mamy 154 razy więcej niż jej w chwili obecnej potrzebujemy. Niemcy w zasoby geotermalne są trzy razy ubożsi niż my. Wielkie zasoby geotermii posiada Ukraina, ale nie są tak, jak nasze udokumentowane. Ostatnie badania w Niemczech potwierdziły, nasze wcześniejsze prognozy i obliczenia.
- Zaraz zaraz, Panie Profesorze, mówił Pan o węglu kamiennym. Czy dobrze pamiętam, że w rozpoznanych złożach mamy go podobno ok. 40 mld ton. Wystarczyłoby nam więc węgla kamiennego przy tym rocznym wydobyciu, o którym Pan wspomniał, na 400 lat. Zasoby geologiczne węgla brunatnego wynoszą ok. 13 mld ton - przy wydobyciu ponad 60 mln ton węgla brunatnego w roku, starczy tego paliwa na ponad 200 lat.
- Podane przez Panią dane są zaniżone. Króluje i rozpowszechniane jest kłamstwo, że mamy mniejsze zasoby niż one są w rzeczywistości. Mówię, nie tylko o węglu. Taka była polityka. W czasach PRL kupionych zostało z kredytu Banku Światowego 6 zestawów amerykańskich urządzeń wiertniczych. Miały być kontynuowane poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie bogactw naturalnych, ale urządzenia stały bezużytecznie. Prawie nie korzystano z nich, schowana została dokumentacja przeprowadzonych badań. Konsekwencja? Importujemy niepotrzebnie ogromne ilości gazu rosyjskiego. Wmawia nam się, że bez tego importu nie damy sobie rady, a to nieprawda. Na Górnym Śląsku węgla kamiennego mamy ok. 43 mld ton. Prof. Julian Sokołowski, który dwa lata temu odszedł od nas do nieba i był prawdziwym guru geotermii, a ja w tym zakresie jestem jego uczniem - ocenił, że węgla w Rowie Lubelskim mamy aż 60 mld ton. Razem to 100 mld ton, tylko węgla kamiennego! Mając takie bogactwo, należy myśleć o budowie karbochemii. Węgiel jest zbyt cennym surowcem, żeby go spalać. W procesie technologicznym odgazowania węgla otrzymuje się gaz, tańszy od tego, który chcemy sprowadzać zza granicy i przetrzymywać w terminalach, które zamierzamy właśnie budować za ciężkie miliony.
- To chyba pytanie retoryczne, czy warto węgiel przetwarzać, uzyskując z niego np. benzynę syntetyczną, kiedy ropa naftowa tak drożeje? Cena za baryłkę (159 l) przekracza już 75 dolarów. Mówią, że niedługo baryłka może kosztować nawet do 100 dolarów! Rafinerie benzyny syntetycznej otrzymywanej z przeróbki węgla, budowane są w wielu krajach. My, siedząc na węglu, zastanawiamy się bez końca, czy taka rafineria mogłaby się nam opłacać...
- Chcąc pchnąć nasz kraj energicznie do przodu i go zmienić, trzeba odblokować różne kurki niemożności, wykorzystać wiedzę, badania naukowe. Wcale przy tym nie trzeba wyważać zamkniętych drzwi, myśmy już to zrobili. Pełniłem różne funkcje kierownicze w uczelni, ale już ich pełnić nie chcę, bo zajmuję się Programem dla Polski, to zajmuje cały mój wolny czas. Węgiel w Polsce musimy przetwarzać. Geotermia musi ruszyć. W Polsce 76 proc. energii pochodzi ze spalania węgla, w krajach europejskich tak było 20 lat temu i postanowili tę sytuację zmienić. Węgiel, spalając się, emituje oprócz powodującego efekt cieplarniany CO2, który można wyłapywać bardzo niebezpieczne związki rtęci powodujące epidemię raka, o tym niewiele się mówi. Wykorzystanie energii geotermalnej do produkcji ciepła i prądu staje się koniecznością. Nie tylko dlatego, że z odnawialnych źródeł do 2010 r. powinniśmy otrzymywać 7,5 proc. energii, na razie otrzymujemy oficjalnie 3 proc., a naprawdę chyba nie więcej niż 2 proc. Dodam, że wśród wszystkich zasobów energii odnawialnej - myślę o energii z biomasy, słonecznej, wiatrowej, wodnej, jaką możemy wykorzystywać - geotermalna stanowi 99,8 proc.
- Profesorskie trio: Julian Sokołowski, Jacek Zimny, Ryszard Kozłowski, autorzy obszernego opracowania "Polska XXI wieku" dzielnie walczyło przez lata, o lepszą Polskę z gospodarką, która dzięki taniej energii będzie mogła skutecznie konkurować z gospodarkami o wiele bogatszych od nas krajów, dogoni je i prześcignie...
- A dlaczego nie? Tania energia jest podstawą wzrostu konkurencyjności gospodarek.
- Słyszy się jednak, że energia geotermalna jest droga...
- Energia, o której mówimy, jest tańsza od innych. Że jest droższa, to są plotki. Tak właśnie, plotkarsko działało blokujące nas lobby. Bywało, że z ekip rządowych na skutek tych plotek dochodziły do naszej trójki głosy, że jesteśmy szamanami, teoretykami z wyimagowanymi koncepcjami. Tymczasem prof. Sokołowski zanim został pracownikiem PAN wiele lat pracował w jednostkach zajmujących się poszukiwaniem zasobów, w Warszawie, Łodzi, potem w Krakowie. Zimny, podobnie jak ja, twardo chodzi po ziemi. Jestem absolwentem Politechniki Śląskiej, zajmowałem się energetyką pracując w Instytucie Metalurgii Żelaza w Gliwicach, zakończyłem tam pracę 10 wdrożeniami i 20 patentami. Byłem tutaj, w Politechnice Krakowskiej, prodziekanem Wydziału Mechanicznego, przez dwie kadencje prorektorem uczelni. Gdzież tu szamaństwo i bujanie w obłokach? Chciałem, żeby w Krakowie powstała pierwsza eklektrociepłownia na bazie geotermii, ale napotkałem opór. Zakład produkujący energię elektryczną i cieplną z geotermii powstanie w Toruniu i pokażemy, że będzie to energia tania. W Austrii zbudowanie zakładu kosztowało 5 mln euro, u nas można taki zakład zbudować taniej.
- W Bańskiej Niżnej energia z geotermii nie jest tania...
- Nagłośnione zostały koszty związane z drugim otworem. Pierwszy nadzorował prof. Sokołowski. Zakład został uznany przez Amerykanów i Japończyków za wzorcowy. Profesor, współpracując z wójtem gminy, miejscowym księdzem proboszczem i dyrektorem szkoły, zadbał, żeby od razu uruchomiony został system kaskadowy wykorzystania geotermii. Oprócz ogrzewania domów w wiosce, zbudowano basen kąpielowy, geotermia ogrzewa szklarnie, wykorzystywana jest w suszarni drewna, do hodowli ryb - sumów afrykańskich. A był to tylko otwór poszukiwawczy. Drugi otwór w Bańskiej powinien zostać wykonany nie tam, ale w Zakopanem. Wodę geotermalną transportuje się z Bańskiej na znaczną odległość. Straty ciepła trzeba uzupełnić. Proszę sobie wyobrazić, że część pieniędzy na odwiert zużyto na nową nawierzchnię Krupówek. I poszło w świat, że to drogie.
- Centra energii geotermalnej powinny być zbudowane w każdej gminie?
- Tak. To znaczy w 2500 gmin na 2700, bo w tych 2500 gorące wody geotermalne zdatne do wykorzystania znajdują prawie wszędzie, poza okolicami Suwałk i Białegostoku ok. 3 tys. metrów pod naszymi nogami. Takie centrum to nie tylko produkcja energii elektrycznej i cieplnej, także miejsca pracy. Na Górnym Śląsku pod powierzchnią, na ok. 2700 km kw. znajdują się warstwy węgla, a pod nim warstwa dewonu o miąższości 1000 m, o innej niż węgiel strukturze. W dewonie znajdują się wody geotermalne i pary przegrzane. Wystarczy wejść w dewon, żeby wykorzystać właściwości bardzo gorącej wody i pary. Razem z prof. Zimnym opracowaliśmy technologię produkcji energii elektrycznej z wyeksploatowanych kopalń. W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję, że likwidowanie kopalń to był błąd. Moim zdaniem kopalnie należało oddać górnikom do dyspozycji - oni wydobywaliby z nich węgiel i nie musieli ginąć w biedaszybach. Pod warstwą węgla, jak już powiedziałem, są świetne warunki geotermalne. Na poziomie chodników, do których można dowiercić się z góry, a potem wejść w dewon, w zamkniętych kopalniach, warto uruchomić turbiny - generatory produkcji energii elektrycznej. Każda kopalnia ma dokładną charakterystykę chodników, są metody satelitarne, dzięki którym wieże wiertnicze łatwo umieścić dokładnie nad chodnikami. Zgłosiłem taki projekt do Brukseli i czekam na odpowiedź, która ma nadejść jeszcze w tym miesiącu. Chcemy ten pomysł z Zimnym wypróbować w kopalni Knurów.
- Dziękuję za rozmowę.
Kronika wyprzedaży Polski (210)
Polfarma, Orbis - poszły
Konsorcjum złożone ze Spectry Management i Prokom Investments pod koniec lipca 2000 r. przejęło kontrolę nad Polpharmą ze Starogardu Gdańskiego, największą w Polsce i jedną z największych w Europie Środkowej i Wschodniej firmą produkującą leki oraz substancje do ich wytwarzania. Za pakiet 52,5 proc. akcji konsorcjum zapłaciło 231 mln zł. Nie było niespodzianki, wcześniej w Ministerstwie Skarbu Państwa przyjaźnie gwarzono z przedstawicielami tego kandydata na inwestora, a potem gazetach ukazały się informacje, że Spectra Management i Prokom Investments przejmą Polpharmę w ciągu miesiąca. Spectra objęła 42,5 proc. akcji, Prokom Investments - 10 proc. Spaliły na panewce propozycje zgłaszane przez Polską Izbę Przemysłu Farmaceutycznego, żeby wokół Polpharmy utworzyć polski holding faramaceutyczny. Za konsolidacją naszego przemysłu farmaceutyków przy udziale Polpharmy opowiadali się też posłowie Sejmowej Komisji Zdrowia, ale ich głos brzmiał słabo, w każdym razie nikt z rządu nie poparł tego pomysłu. Kondycja firmy była dobra, ale mówiono, że brakuje jej kapitału na inwestycje. Przychody ze sprzedaży w roku poprzedzającym sprzedaż wynosiły 551 mln zł, zysk po opłaceniu podatków 72 mln zł.
***
To, że Polpharma specjalizowała się również w wytwarzaniu substacji chemicznych do produkcji lekarstw, stanowiło jej dodatkowy atut. Większość producentów farmaceutyków sprowadzała te substancje z Azji, bo tam można było je kupić taniej i na razie nie było to zabronione, ale wiadomo było, że niedługo zabronione będzie. Miały wejść przepisy dotyczące surowych wymagań jakościowych przy produkcji lekarstw. Polpharma inwestowała w nowe maszyny i linie produkcyjne oraz standardy GMP (Good Manufacturing Practice = Dobra Robota Wytwarzania) zapewniające wysoką jakość, czystość użytych surowców i komponentów gotowego produktu. GMP zapewnia również pełną kontrolę nad jakością i pochodzeniem surowców. W firmie wyjaśniano, że potrzebuje na inwestycje jakieś 100 mln dolarów, w resorcie skarbu - że Polpharma, która planuje uruchomić produkcję segmentu leków OTC, czyli sprzedawanych bez recept, musi mieć znacznie więcej kapitału niż informuje i oni jej ten kapitał zapewnią - przez sprzedaż fabryki. W momencie zawarcia umowy dokonano podwyższenia kapitału spółki o 100 mln zł, żeby miała trochę środków na spłatę zobowiązań. Polpharma zaciągnęła pożyczkę na budowę nowej wytwórni leków. Konsorcjum zobowiązało się w ciągu 5 lat zainwestować w spółkę 600 mln zł, wdrożyć na wszystkich wydziałach standardy GMP, rozkwit działu badawczego, sieci handlowej, eksportu i utrzymanie na dotychczasowym poziomie zatrudnienia (ok. 3 tys. osób) przez najbliższe trzy lata. Spectra była firmą prowadząca działalność handlowo-marketingową, ale zaangażowana już była w dwa zakłady sektora farmaceutycznego: Terpol w Sieradzu i Bicom w Rzeszowie. Prokom Investments prowadził działalność inwestycyjną, uczestnicząc kapitałowo w innych spółkach, w tym w giełdowej spółce Prokom Software oraz grupie farmaceutycznej BA - Bioton.
***
Mimo roszczeń, dotyczących części działki, na których stała wytwórnia płynów infuzyjnych, Polfa Kutno postawiła na prywatyzację, za co była w Warszawie przy ul. Wspólnej (siedziba MSP) chwalona. Za kilka tygodni miała zostać podpisana umowa przedwstępna dotycząca maszyn, produktów, marek handlowych i rynku z koncernem niemieckim Frasenius (potentat produkcji płynów infuzyjnych w Europie). Sprzedaż działki i zabudowań nastąpi później - zgodzili się Niemcy. Prawie połowę produkcji Polfy Kutno, po sprzedaży, miały stanowić preparaty OTC, najszybciej rozwijający się segment rynku farmaceutycznego w Polsce, uważanego za najbardziej dochodowy. Udział w prywatyzacji Tarchomińskich Zakładów Farmaceutycznych Polfa zgłosiła spółka Strem. Na tym terenie, gdzie stoi zakład, przed wojną produkowała fabryka chemiczna należąca do Strem, na działce wielkości 9,5 ha. Tarchomińska Polfa obejmowała 70 ha, cały ten grunt, także działkę należącą kiedyś do Strem, na mocy dekretu PKWN przeszedł na własność skarbu państwa, ale takiego zapisu w księgach wieczystych nie było. Rozpoczął się spór Polfy, która od przekształceń własnościowych wywijała się jak piskorz - ze Stremem. Spór łagodzono w zaciszach gabinetów ministerstwa skarbu, które stało na stanowisku, że Polfa Tarchomin przekształceniom własnościowym poddać się musi i bezwzględnie potrzebuje inwestora. Wskazywano na Polfę Rzeszów, która została sprzedana koncernowi amerykańskiemu ICN w 1997 r., jak jej dobrze. W Rzeszowie oddawano nową fabrykę, którą Amerykanie z ICN wybudowali za 40 mln dolarów.
***
- A więc rozstrzygnęła się przyszłość Orbisu - mówił smętnie Maciej Grelowski prezes zarządu spółki notowanej na giełdzie od listopada 1997 r., w której skarb państwa posiadał pakiet 41,9 proc. Francuski konkurent przejął nad Orbisem kontrolę. Akcje sprzedano o wiele taniej niż się spodziewano. - Cóż robić, w ostatnich tygodniach straciły mocno na wartości - tłumaczyła Barbara Litak - Zarębska, wiceminister skarbu. Słoń zawładnął myszą, Orbis posiadał w Polsce 55 hoteli, a Accor Group miał ich na świecie 3234. Ministerstwo skarbu 35,37 proc. akcji Orbisu sprzedało za 578 mln 600 tys. zł. Dokładnie nabywcą tego pakietu były firmy Accor, Fic Globe LLC oraz Globe Trade Center. Zgodnie z umową 20 proc. akcji miało trafić do francuskiej sieci hotelowej Accor. Zależna od Deutsche Banku firma Fic Globe LLC objęła pakiet akcji 10,37 proc., a spółka deweloperska Globe Trade Center - 5 proc. W umowie sprzedaży zostało zapisane, że marka Orbisu, który został wyprowadzony na prostą i w 1999 r. wykazał zysk netto w wysokości 92,2 mln zł, utrzymana zostanie przez najbliższych 6 lat. Nabywcy mieli zmodernizować przejęte obiekty i zainwestować w budowę hoteli niedrogich, bo drogich w Warszawie i innych miastach powstało wiele, a tanich o przyzwoitym standardzie, nie było prawie wcale. Był czas, kiedy pracownicy Orbisu śnili o leasingu firmy, ale mowy nie było, żeby dostała im się taka gratka. Zresztą skąd mieli wziąć takie pieniądze? Orbis był zbyt kosztowny. Browary Warszawskie produkujące m.in. piwa Królewskie i Złoty Król zostały sprywatyzowane, jako spółka pracownicza. Załoga krótko cieszyła się własnością, zresztą ze swojej winy - ludzie potrzebowali pieniędzy na bieżące wydatki i sprzedali swoje akcje członkom zarządu. Następnie zakład został przez nich sprzedany (98 proc. akcji) Brau Union. Austriacy zapłacili 167 mln zł. Wychodziło, że za 1 proc. rynku Brau Union zapłaciła 55 mln zł (udział Browarów Warszawskich w rynku wynosił 3 proc.). W ten sposób austriacki potentat piwny swój udział w rynku piwa w Polsce zwiększył do 8 proc. i zamierzał agresywnie zagarniać na rynek dalej.
Powstawanie i działalność przed 1996 rokiem.
W dniu 15 września 1993 roku odbyło się w Zakopanem - Koscielisku zebranie założycieli PGA. Zebranie odbyło się po dwudniowym, międzynarodowym Seminarium na temat "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego". W zebraniu uczestniczyło 26 osób, które jednogłośnie postanowiły powołać Polską Geotermalną Asocjację. Został powołany Komitet Założycielski PGA w składzie:
- prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski mgr inż. Maria Gładysz
- mgr inż. Andrzej Gąsienica - Makowski,
- mgr inż. Antoni Parecki.
Na zebraniu określono podstawowe cele i kierunki działania Polskiej Geotermalnej Asocjacji:
- wspieranie badań i działań zmierzających do poznania i wykorzystania zasobów geotermalnych w Polsce,
- popieranie edukacji naukowej, technicznej i przyrodniczej, związanej ze sprawami geotermii i środowiska,
- gromadzenie i udostępnianie informacji o zasobach geotermalnych i badaniach związanych z geotermią
- nawiązywanie i poszerzanie współpracy międzynarodowej z organizacjami zajmującymi się problematyką rozwoju geotermii, a szczególnie z Międzynarodową Geotermalną Asocjacją.
Powołany wówczas Komitet Założycielski zgodnie z wymogami sądu, postanowił ukonstytuować Tymczasowy Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w tym samym składzie co komitet założycielski.
W dniu 12 września przewodniczący Tymczasowego Zarządu PGA podpisał w imieniu Polskiej Geotermalnej Asocjacji porozumienie o afiliacji z Migdzynarodow Geotermalną Asocjac, które zostało zaakceptowane przez Radę Dyrektorów IGA 8-go listopada 1993 roku. W dniu afiliacji PGA liczyła 47 członków (nie posiadała jeszcze decyzji sądu o przyjęciu rejestracji)
W dniu 31 grudnia 1993 roku Polska Geotermalna Asocjacja została wpisana do rejestru stowarzyszeń w Sądzie Wojewódzkim w Krakowie, a osobowość prawną uzyskała 25 stycznia 1994 roku.
17 czerwca 1994 roku odbyło się I Walne Zebranie Członków PGA, na którym w regulaminowym głosowaniu został wybrany Zarząd Polskiej Geotermalnej Asocjacji w następującym składzie:
- przewodniczący - prof. dr hab. inż. Julian Sokołowski,
- sekretarz - Agnieszka Sadowska
- skarbnik - mgr inż. Grażyna Hołojuch,
- członek - mgr inż. Maria Gładysz,
- członek - prof. dr hab. Stanisław Ostaficzuk,
- członek - dr Wiesław Bujakowski,
- członek - mgr inż. Antoni Parecki.
oraz Komisja Rewizyjna Polskie Geotermalnej Asocjacji w składzie:
- przewodniczący - prof. Andrzej Parczewski,
- członek - dr inż. Elżbieta Pilecka,
- członek - mgr inż. Jan Lemparty.
Na zebraniu podjęto decyzję o udziale polskiej delegacji z ramienia PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji, w maju 1995 roku oraz o zorganizowaniu przedkongresowej wycieczki na Podhalu. W tym samym dniu ( 17.06.1994) miało miejsce I Posiedzenie Zarządu Polskiej Geotermalnej Asocjacji.
W dniach 17-19 października PGA wspólnie z Radą Ekologiczną przy Prezydencie RP i Polską Akademią Nauk zorganizowała w Zakopanem seminarium nt.: "Rola wód geotermalnych w ochronie środowiska przyrodniczego Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców".
Przed seminarium zostały wydane następujące artykuły w oddzielnej publikacji
- Zagadnienia ekorozwoju Podhala - prof. S. Kozłowski;
- Karpaty jako "Ekozaplecze" Polski - prof. R. Ney;
- Zasady ekorozwoju Tatr, Podhala, Spisza, Orawy, Pienin i Gorców z uwzględnieniem niekonwencjonalnych nośników energii - prof. J. Sokolowski, mgr F. Bachleda-Księdzularz;
- Ekologiczne korzyści wykorzystania wód geotermalnych na Podhalu - dr W. Bujakowski, prof. J. Sokolowski, mgr inż. P. Długosz, prof. A. Długosz;
- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w różnych regionach Polski:
- Stan obecny i program wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu - prof. J. Sokołowski, mgr inż. P. Długosz, dr W. Bujakowski;
- Wykorzystanie energii geotermalnej w Polsce na przykładzie miejskiego systemu grzewczego w Pyrzycach opartego o ciepłownię_ geotermalną_ - prof. Z. Meyer;
- Możliwości wykorzystania wód termalnych w energetyce cieplnej północno-zachodniej Polski - mgr A. Parecki;
- Komercyjne wykorzystanie wód geotermalnych w Żyrardowie - mgr M. Balcer;
- Możliwości komercyjnego wykorzystania energii geotermalnej w Polsce - inż. J. Sokołowska;
- The economic advantages of geothermal water utilization using Geotermia Podhalańska as a case - K. Sorensen, L. T. Hansen, mgr inż. P. Długosz;
- Elektrownie atomowe a ekorozwój - prof. W. Bojarski.
Powyzsza dzialalnosc zostala wysoko oceniona przez gremium uczestnicz_ce w seminarium, dowodem czego jest przyznanie nagrody Przewodniczącemu PGA prof. Julianowi Sokołowskiemu przez Przewodniczącego Ligi Ochrony Przyrody za rok 1994.
Przygotowano trzy referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny w 1995 oraz przygotowano przewodnik dla uczestników przedkongresowej wycieczki, która miala miejsce na terenie Podhala.
W 1995 roku głównyrni akcentami działalnosci PGA były: uczestnictwo delegacji PGA w światowym Kongresie Geotermalnym we Florencji oraz zorganizowanie wycieczki na Pndhale i do Słowacji dla uczestników światowego Kongresu Geotermalnego.
W dniach 18 - 31 maja 1995 roku we Florencji odbył się światowy Kongres Geotermalny. Ze strony PGA w Kongresie uczestniczyła delegacja w składzie:
- Julian Sokołowski,
- Józefa Sokołowska,
- Stanisław Ostaficzuk,
- Andrzej Myśko,
- Wiesław Bujakowski,
- Beata Kępinska,
- Marek Balcer,
- Grażyna Hołojuch,
- Agnieszka Sadowska.
Przewodniczący PGA prof. Julian Sokołowski wygłosił na Kongresie trzy referaty:
- Bieżący raport geotermalny z Polski (opracował J. Sokołowski)
- Efekty zatłaczania wód geotermalnych w Polsce (opracował J. Sokołowski, J. Sokołowska, P. Piwiński)
- Wykorzystanie energii geotermalnej w ochronie środowiska Tatr, Pienin i Grców (Z. Krzan, J. Sokołowski)
PGA wspólnie ze Słowacką Asocjacją Geotermalną przygotowała jedną z wycieczek, które znalazły się w programie imprez światowego Kongresu Geotermalnego we Florencji. Polska część wycieczki odbyła się w dniach od 18 do 20 maja na Podhalu.Uczestniczyło w niej 12 osób - specjalistów z dziedziny geotermii z U.S.A., Japonii, Islandii, Nowej Zelandii i Słowacji. Uczestnicy wycieczki otrzymali wydany przez PGA przewodnik po regionie Podhala i południowej Polski. Głównym celem wycieczki była prezentacja aktualnego stanu i perspektyw wykorzystania energii geotermalnej na Podhalu, poza tym uczestnicy mieli okazję poznania historii i kultury regionu Podhala, Tatr i Krakowa.
Dzięki dotacji Narodowego Funduszu Ochrony środowiska i Gospodarki Wodnej, za co wyrażamy gorące podziękowania, przygotowano i wydano następujące publikacje:
- Referaty na Swiatowy Kongres Geotermalny we Florencji.
- Przewodnik dla uczestników wycieczki przedkongresowej na Podhalu.
- Prowincje i baseny geotermalne Polski, wersje polsko- i anglojęzyczna,
- Informator o Zakładzie Geotermalnym na Podhalu.
Innymi ważnymi działaniami PGA były w roku 1995:
- Współudział w organizacji warsztatów geotermalnych w Warszawie w dniu 27.06.1995. Tematem warsztatów była "Energia Geotermalna w krajach Europy Wschodniej".
- Zorganizowanie I kursu Polskiej Szkoły Geotermalnej w Zakopanem na temat Podstawy Geosynoptyczne rozwoju Geoenergetyki w Polsce. Przygotowano tygodniowy cykl wykładów o warunkach występowania wód geotermalnych w Polsce, sposobach ich zagospodarowania i możliwościach wykorzystania w róznych dziedzinach życia gospodarczego, a w szczególności w ochronie środowiska. W kursie wzięli udział, oprócz specjalistów geologów i geotermików, przedstawiciele władz lokalnych gmin zainteresowanych zagospodarowaniem wód geotermalnych.
- Przetłumaczenie i przygotowanie do druku tłumaczenia francuskiego opracowania albumowego pt.: "Geotermia od gejzera do grzejnika". Do opracowania tego został dopisany specjalny rozdział pt.: "Geotermia w Polsce". środki na wydanie tej pracy zapewniło Ministerstwo Ochrony środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa".
Z prof. dr hab. Ryszardem Henrykiem Kozłowskim z Politechniki Krakowskiej rozmawia Wiesława Mazur
- Import nośników energii, w tym gazu i ropy naftowej, obciąża budżet państwa kwotą 25 mld zł rocznie, tymczasem Pan twierdzi, że jesteśmy "Kuwejtem Europy" i moglibyśmy być samowystarczalni energetycznie. To brzmi jak bajka, opowiadanie science fiction.
- Siedzimy na wulkanie przebogatych zasobów energii i możemy być samowystarczalni. Wiek XIX był wiekiem węgla i pary, XX - ropy naftowej i gazu, XXI będzie wiekiem zasobów energii odnawialnej. Węgla mamy tyle, że przy rocznym wydobyciu na poziomie 100 mln ton starczyłoby go nam na 1000 lat. Szesnaście lat badań Polskiej Akademii Nauk, Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa oraz innych jednostek, które zajmowały się poszukiwaniem ropy, gazu, energii geotermalnej świadczą, że zasoby gazu - odkryte i do udokumentowania - zabezpieczają ekspolatację na wysokim poziomie, na ponad 100 lat. Ale w ciągu najbliższych 20 lat, powszechnym nośnikiem energii będzie wodór. Można budować elektrownie opierając się na wodorze spalanym w ogniwach paliwowych, czerpiąc go z wody. Powracając do zasobów energetycznych Polski, nasza ziemia została obdarzona wyjątkowo szczodrze. W żadnym innym europejskim kraju, a może nawet w żadnym innym kraju na świecie, nie stykają się tak jak u nas cztery jednostki geostrukturalne: prekambryjska plaftforma wschodnioeuropejska, kaledonidy, waryscydy i alpidy. Podobne położenie rokuje mnogość bogactw i gazu, i ropy, i wody geotermalnej. Energii zasobów odnawialnych - myślę przede wszystkim o zasobach energii geotermalnej - posiadamy nieprzebrane bogactwo. Wynoszą 625 tys. petadżuli (PJ) na rok. Jeden petadżul jest odpowiednikiem energii zawartej w 23 tys. ton ropy naftowej. To są zasoby odnawialne stałe i znajdują się na 80 proc. powierzchni Polski. Zapotrzebowanie Polski na energię wynosi 4 tys. PJ rocznie. Geotermalnej energii odnawialnej mamy 154 razy więcej niż jej w chwili obecnej potrzebujemy. Niemcy w zasoby geotermalne są trzy razy ubożsi niż my. Wielkie zasoby geotermii posiada Ukraina, ale nie są tak, jak nasze udokumentowane. Ostatnie badania w Niemczech potwierdziły, nasze wcześniejsze prognozy i obliczenia.
- Zaraz zaraz, Panie Profesorze, mówił Pan o węglu kamiennym. Czy dobrze pamiętam, że w rozpoznanych złożach mamy go podobno ok. 40 mld ton. Wystarczyłoby nam więc węgla kamiennego przy tym rocznym wydobyciu, o którym Pan wspomniał, na 400 lat. Zasoby geologiczne węgla brunatnego wynoszą ok. 13 mld ton - przy wydobyciu ponad 60 mln ton węgla brunatnego w roku, starczy tego paliwa na ponad 200 lat.
- Podane przez Panią dane są zaniżone. Króluje i rozpowszechniane jest kłamstwo, że mamy mniejsze zasoby niż one są w rzeczywistości. Mówię, nie tylko o węglu. Taka była polityka. W czasach PRL kupionych zostało z kredytu Banku Światowego 6 zestawów amerykańskich urządzeń wiertniczych. Miały być kontynuowane poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie bogactw naturalnych, ale urządzenia stały bezużytecznie. Prawie nie korzystano z nich, schowana została dokumentacja przeprowadzonych badań. Konsekwencja? Importujemy niepotrzebnie ogromne ilości gazu rosyjskiego. Wmawia nam się, że bez tego importu nie damy sobie rady, a to nieprawda. Na Górnym Śląsku węgla kamiennego mamy ok. 43 mld ton. Prof. Julian Sokołowski, który dwa lata temu odszedł od nas do nieba i był prawdziwym guru geotermii, a ja w tym zakresie jestem jego uczniem - ocenił, że węgla w Rowie Lubelskim mamy aż 60 mld ton. Razem to 100 mld ton, tylko węgla kamiennego! Mając takie bogactwo, należy myśleć o budowie karbochemii. Węgiel jest zbyt cennym surowcem, żeby go spalać. W procesie technologicznym odgazowania węgla otrzymuje się gaz, tańszy od tego, który chcemy sprowadzać zza granicy i przetrzymywać w terminalach, które zamierzamy właśnie budować za ciężkie miliony.
- To chyba pytanie retoryczne, czy warto węgiel przetwarzać, uzyskując z niego np. benzynę syntetyczną, kiedy ropa naftowa tak drożeje? Cena za baryłkę (159 l) przekracza już 75 dolarów. Mówią, że niedługo baryłka może kosztować nawet do 100 dolarów! Rafinerie benzyny syntetycznej otrzymywanej z przeróbki węgla, budowane są w wielu krajach. My, siedząc na węglu, zastanawiamy się bez końca, czy taka rafineria mogłaby się nam opłacać...
- Chcąc pchnąć nasz kraj energicznie do przodu i go zmienić, trzeba odblokować różne kurki niemożności, wykorzystać wiedzę, badania naukowe. Wcale przy tym nie trzeba wyważać zamkniętych drzwi, myśmy już to zrobili. Pełniłem różne funkcje kierownicze w uczelni, ale już ich pełnić nie chcę, bo zajmuję się Programem dla Polski, to zajmuje cały mój wolny czas. Węgiel w Polsce musimy przetwarzać. Geotermia musi ruszyć. W Polsce 76 proc. energii pochodzi ze spalania węgla, w krajach europejskich tak było 20 lat temu i postanowili tę sytuację zmienić. Węgiel, spalając się, emituje oprócz powodującego efekt cieplarniany CO2, który można wyłapywać bardzo niebezpieczne związki rtęci powodujące epidemię raka, o tym niewiele się mówi. Wykorzystanie energii geotermalnej do produkcji ciepła i prądu staje się koniecznością. Nie tylko dlatego, że z odnawialnych źródeł do 2010 r. powinniśmy otrzymywać 7,5 proc. energii, na razie otrzymujemy oficjalnie 3 proc., a naprawdę chyba nie więcej niż 2 proc. Dodam, że wśród wszystkich zasobów energii odnawialnej - myślę o energii z biomasy, słonecznej, wiatrowej, wodnej, jaką możemy wykorzystywać - geotermalna stanowi 99,8 proc.
- Profesorskie trio: Julian Sokołowski, Jacek Zimny, Ryszard Kozłowski, autorzy obszernego opracowania "Polska XXI wieku" dzielnie walczyło przez lata, o lepszą Polskę z gospodarką, która dzięki taniej energii będzie mogła skutecznie konkurować z gospodarkami o wiele bogatszych od nas krajów, dogoni je i prześcignie...
- A dlaczego nie? Tania energia jest podstawą wzrostu konkurencyjności gospodarek.
- Słyszy się jednak, że energia geotermalna jest droga...
- Energia, o której mówimy, jest tańsza od innych. Że jest droższa, to są plotki. Tak właśnie, plotkarsko działało blokujące nas lobby. Bywało, że z ekip rządowych na skutek tych plotek dochodziły do naszej trójki głosy, że jesteśmy szamanami, teoretykami z wyimagowanymi koncepcjami. Tymczasem prof. Sokołowski zanim został pracownikiem PAN wiele lat pracował w jednostkach zajmujących się poszukiwaniem zasobów, w Warszawie, Łodzi, potem w Krakowie. Zimny, podobnie jak ja, twardo chodzi po ziemi. Jestem absolwentem Politechniki Śląskiej, zajmowałem się energetyką pracując w Instytucie Metalurgii Żelaza w Gliwicach, zakończyłem tam pracę 10 wdrożeniami i 20 patentami. Byłem tutaj, w Politechnice Krakowskiej, prodziekanem Wydziału Mechanicznego, przez dwie kadencje prorektorem uczelni. Gdzież tu szamaństwo i bujanie w obłokach? Chciałem, żeby w Krakowie powstała pierwsza eklektrociepłownia na bazie geotermii, ale napotkałem opór. Zakład produkujący energię elektryczną i cieplną z geotermii powstanie w Toruniu i pokażemy, że będzie to energia tania. W Austrii zbudowanie zakładu kosztowało 5 mln euro, u nas można taki zakład zbudować taniej.
- W Bańskiej Niżnej energia z geotermii nie jest tania...
- Nagłośnione zostały koszty związane z drugim otworem. Pierwszy nadzorował prof. Sokołowski. Zakład został uznany przez Amerykanów i Japończyków za wzorcowy. Profesor, współpracując z wójtem gminy, miejscowym księdzem proboszczem i dyrektorem szkoły, zadbał, żeby od razu uruchomiony został system kaskadowy wykorzystania geotermii. Oprócz ogrzewania domów w wiosce, zbudowano basen kąpielowy, geotermia ogrzewa szklarnie, wykorzystywana jest w suszarni drewna, do hodowli ryb - sumów afrykańskich. A był to tylko otwór poszukiwawczy. Drugi otwór w Bańskiej powinien zostać wykonany nie tam, ale w Zakopanem. Wodę geotermalną transportuje się z Bańskiej na znaczną odległość. Straty ciepła trzeba uzupełnić. Proszę sobie wyobrazić, że część pieniędzy na odwiert zużyto na nową nawierzchnię Krupówek. I poszło w świat, że to drogie.
- Centra energii geotermalnej powinny być zbudowane w każdej gminie?
- Tak. To znaczy w 2500 gmin na 2700, bo w tych 2500 gorące wody geotermalne zdatne do wykorzystania znajdują prawie wszędzie, poza okolicami Suwałk i Białegostoku ok. 3 tys. metrów pod naszymi nogami. Takie centrum to nie tylko produkcja energii elektrycznej i cieplnej, także miejsca pracy. Na Górnym Śląsku pod powierzchnią, na ok. 2700 km kw. znajdują się warstwy węgla, a pod nim warstwa dewonu o miąższości 1000 m, o innej niż węgiel strukturze. W dewonie znajdują się wody geotermalne i pary przegrzane. Wystarczy wejść w dewon, żeby wykorzystać właściwości bardzo gorącej wody i pary. Razem z prof. Zimnym opracowaliśmy technologię produkcji energii elektrycznej z wyeksploatowanych kopalń. W tym miejscu pozwolę sobie na dygresję, że likwidowanie kopalń to był błąd. Moim zdaniem kopalnie należało oddać górnikom do dyspozycji - oni wydobywaliby z nich węgiel i nie musieli ginąć w biedaszybach. Pod warstwą węgla, jak już powiedziałem, są świetne warunki geotermalne. Na poziomie chodników, do których można dowiercić się z góry, a potem wejść w dewon, w zamkniętych kopalniach, warto uruchomić turbiny - generatory produkcji energii elektrycznej. Każda kopalnia ma dokładną charakterystykę chodników, są metody satelitarne, dzięki którym wieże wiertnicze łatwo umieścić dokładnie nad chodnikami. Zgłosiłem taki projekt do Brukseli i czekam na odpowiedź, która ma nadejść jeszcze w tym miesiącu. Chcemy ten pomysł z Zimnym wypróbować w kopalni Knurów.
- Dziękuję za rozmowę.
Kronika wyprzedaży Polski (210)
Polfarma, Orbis - poszły
Konsorcjum złożone ze Spectry Management i Prokom Investments pod koniec lipca 2000 r. przejęło kontrolę nad Polpharmą ze Starogardu Gdańskiego, największą w Polsce i jedną z największych w Europie Środkowej i Wschodniej firmą produkującą leki oraz substancje do ich wytwarzania. Za pakiet 52,5 proc. akcji konsorcjum zapłaciło 231 mln zł. Nie było niespodzianki, wcześniej w Ministerstwie Skarbu Państwa przyjaźnie gwarzono z przedstawicielami tego kandydata na inwestora, a potem gazetach ukazały się informacje, że Spectra Management i Prokom Investments przejmą Polpharmę w ciągu miesiąca. Spectra objęła 42,5 proc. akcji, Prokom Investments - 10 proc. Spaliły na panewce propozycje zgłaszane przez Polską Izbę Przemysłu Farmaceutycznego, żeby wokół Polpharmy utworzyć polski holding faramaceutyczny. Za konsolidacją naszego przemysłu farmaceutyków przy udziale Polpharmy opowiadali się też posłowie Sejmowej Komisji Zdrowia, ale ich głos brzmiał słabo, w każdym razie nikt z rządu nie poparł tego pomysłu. Kondycja firmy była dobra, ale mówiono, że brakuje jej kapitału na inwestycje. Przychody ze sprzedaży w roku poprzedzającym sprzedaż wynosiły 551 mln zł, zysk po opłaceniu podatków 72 mln zł.
***
To, że Polpharma specjalizowała się również w wytwarzaniu substacji chemicznych do produkcji lekarstw, stanowiło jej dodatkowy atut. Większość producentów farmaceutyków sprowadzała te substancje z Azji, bo tam można było je kupić taniej i na razie nie było to zabronione, ale wiadomo było, że niedługo zabronione będzie. Miały wejść przepisy dotyczące surowych wymagań jakościowych przy produkcji lekarstw. Polpharma inwestowała w nowe maszyny i linie produkcyjne oraz standardy GMP (Good Manufacturing Practice = Dobra Robota Wytwarzania) zapewniające wysoką jakość, czystość użytych surowców i komponentów gotowego produktu. GMP zapewnia również pełną kontrolę nad jakością i pochodzeniem surowców. W firmie wyjaśniano, że potrzebuje na inwestycje jakieś 100 mln dolarów, w resorcie skarbu - że Polpharma, która planuje uruchomić produkcję segmentu leków OTC, czyli sprzedawanych bez recept, musi mieć znacznie więcej kapitału niż informuje i oni jej ten kapitał zapewnią - przez sprzedaż fabryki. W momencie zawarcia umowy dokonano podwyższenia kapitału spółki o 100 mln zł, żeby miała trochę środków na spłatę zobowiązań. Polpharma zaciągnęła pożyczkę na budowę nowej wytwórni leków. Konsorcjum zobowiązało się w ciągu 5 lat zainwestować w spółkę 600 mln zł, wdrożyć na wszystkich wydziałach standardy GMP, rozkwit działu badawczego, sieci handlowej, eksportu i utrzymanie na dotychczasowym poziomie zatrudnienia (ok. 3 tys. osób) przez najbliższe trzy lata. Spectra była firmą prowadząca działalność handlowo-marketingową, ale zaangażowana już była w dwa zakłady sektora farmaceutycznego: Terpol w Sieradzu i Bicom w Rzeszowie. Prokom Investments prowadził działalność inwestycyjną, uczestnicząc kapitałowo w innych spółkach, w tym w giełdowej spółce Prokom Software oraz grupie farmaceutycznej BA - Bioton.
***
Mimo roszczeń, dotyczących części działki, na których stała wytwórnia płynów infuzyjnych, Polfa Kutno postawiła na prywatyzację, za co była w Warszawie przy ul. Wspólnej (siedziba MSP) chwalona. Za kilka tygodni miała zostać podpisana umowa przedwstępna dotycząca maszyn, produktów, marek handlowych i rynku z koncernem niemieckim Frasenius (potentat produkcji płynów infuzyjnych w Europie). Sprzedaż działki i zabudowań nastąpi później - zgodzili się Niemcy. Prawie połowę produkcji Polfy Kutno, po sprzedaży, miały stanowić preparaty OTC, najszybciej rozwijający się segment rynku farmaceutycznego w Polsce, uważanego za najbardziej dochodowy. Udział w prywatyzacji Tarchomińskich Zakładów Farmaceutycznych Polfa zgłosiła spółka Strem. Na tym terenie, gdzie stoi zakład, przed wojną produkowała fabryka chemiczna należąca do Strem, na działce wielkości 9,5 ha. Tarchomińska Polfa obejmowała 70 ha, cały ten grunt, także działkę należącą kiedyś do Strem, na mocy dekretu PKWN przeszedł na własność skarbu państwa, ale takiego zapisu w księgach wieczystych nie było. Rozpoczął się spór Polfy, która od przekształceń własnościowych wywijała się jak piskorz - ze Stremem. Spór łagodzono w zaciszach gabinetów ministerstwa skarbu, które stało na stanowisku, że Polfa Tarchomin przekształceniom własnościowym poddać się musi i bezwzględnie potrzebuje inwestora. Wskazywano na Polfę Rzeszów, która została sprzedana koncernowi amerykańskiemu ICN w 1997 r., jak jej dobrze. W Rzeszowie oddawano nową fabrykę, którą Amerykanie z ICN wybudowali za 40 mln dolarów.
***
- A więc rozstrzygnęła się przyszłość Orbisu - mówił smętnie Maciej Grelowski prezes zarządu spółki notowanej na giełdzie od listopada 1997 r., w której skarb państwa posiadał pakiet 41,9 proc. Francuski konkurent przejął nad Orbisem kontrolę. Akcje sprzedano o wiele taniej niż się spodziewano. - Cóż robić, w ostatnich tygodniach straciły mocno na wartości - tłumaczyła Barbara Litak - Zarębska, wiceminister skarbu. Słoń zawładnął myszą, Orbis posiadał w Polsce 55 hoteli, a Accor Group miał ich na świecie 3234. Ministerstwo skarbu 35,37 proc. akcji Orbisu sprzedało za 578 mln 600 tys. zł. Dokładnie nabywcą tego pakietu były firmy Accor, Fic Globe LLC oraz Globe Trade Center. Zgodnie z umową 20 proc. akcji miało trafić do francuskiej sieci hotelowej Accor. Zależna od Deutsche Banku firma Fic Globe LLC objęła pakiet akcji 10,37 proc., a spółka deweloperska Globe Trade Center - 5 proc. W umowie sprzedaży zostało zapisane, że marka Orbisu, który został wyprowadzony na prostą i w 1999 r. wykazał zysk netto w wysokości 92,2 mln zł, utrzymana zostanie przez najbliższych 6 lat. Nabywcy mieli zmodernizować przejęte obiekty i zainwestować w budowę hoteli niedrogich, bo drogich w Warszawie i innych miastach powstało wiele, a tanich o przyzwoitym standardzie, nie było prawie wcale. Był czas, kiedy pracownicy Orbisu śnili o leasingu firmy, ale mowy nie było, żeby dostała im się taka gratka. Zresztą skąd mieli wziąć takie pieniądze? Orbis był zbyt kosztowny. Browary Warszawskie produkujące m.in. piwa Królewskie i Złoty Król zostały sprywatyzowane, jako spółka pracownicza. Załoga krótko cieszyła się własnością, zresztą ze swojej winy - ludzie potrzebowali pieniędzy na bieżące wydatki i sprzedali swoje akcje członkom zarządu. Następnie zakład został przez nich sprzedany (98 proc. akcji) Brau Union. Austriacy zapłacili 167 mln zł. Wychodziło, że za 1 proc. rynku Brau Union zapłaciła 55 mln zł (udział Browarów Warszawskich w rynku wynosił 3 proc.). W ten sposób austriacki potentat piwny swój udział w rynku piwa w Polsce zwiększył do 8 proc. i zamierzał agresywnie zagarniać na rynek dalej.
Subscribe to:
Comments (Atom)