
Unia chce wyciąć z Bałtyku polską flotę
Nasz Dziennik, 2007-09-21
W Departamencie Rybołówstwa w Brukseli kontrolą wykorzystania kwot w Komisji Europejskiej zajmują się Szwed i Niemiec. W ich interesie jest więc pokazać, że to nasza flota łowi za dużo
Z ministrem gospodarki morskiej Markiem Gróbarczykiem rozmawia Paweł Tunia
Unijny komisarz ds. rybołówstwa Joe Borg nadal nie zamierza znieść zakazu połowu dorsza przez naszych rybaków. Zakaz ma obowiązywać do końca roku. Czy to oznacza, że sprawa jest już przegrana, czy też można podjąć jeszcze jakieś kroki, aby zmienić tę sytuację?
- Od początku zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że zniesienie zakazu połowu dorsza nie jest sprawą prostą. Dlatego przygotowując się do poniedziałkowej wizyty, przyjęliśmy inny plan działania. Walczyliśmy o to, aby podważyć dane, na podstawie których wyliczane są kwoty połowowe przyznawane państwom UE, oraz całą sprawozdawczość unijną związaną z raportowaniem ilości odłowionych dorszy.
Udało nam się uzyskać zapewnienie komisarza Borga o nieblokowaniu nam działania w celu powołania niezależnej komisji przy Radzie UE, która zbada zasoby dorszy na Bałtyku. Według nas, informacje, na których bazuje Komisja Europejska, nie są prawdziwe. Druga kwestia to uzyskanie zapewnienia komisarza Borga, że zorganizuje spotkanie wszystkich ministrów krajów bałtyckich, w czasie którego chcemy przedstawić nasze argumenty. Wiemy, że UE jest uwikłana w wielką aferę związaną z błędnym raportowaniem ilości złowionych dorszy. Te kwoty, które są przyznane, to fikcja! Żaden kuter nie utrzyma się z takiej kwoty, dlatego raporty są zaniżane.
Jak to wygląda w praktyce?
- W raportach przesyłanych do Komisji Europejskiej każdy kraj informuje, że złowił tyle ryb, ile wynosiła kwota - aby nie dostać zakazu. W rzeczywistości jest to bzdura! Te komisje, sprawozdania, oceny to wytwory biurokracji! Zaprezentowano nam wyniki sprawozdania z kontroli w Szwecji, które pokazują 4-procentowe przekroczenie kwoty połowowej. Na przykładzie pierwszego z brzegu kutra szwedzkiego GG 44, który miał wyładunki w polskich portach, stwierdziliśmy, że w ciągu pół roku wyłowił 178 ton dorszy. Przez rok wyłowi 356 ton, podczas gdy jego roczna teoretyczna kwota połowowa powinna wynosić 40 ton. A więc przekroczy ją prawie dziewięć razy! Takich łodzi w Szwecji jest oficjalnie 319 sztuk, a nieoficjalnie mówi się o 2000 sztuk. Przekazaliśmy komisarzowi Joemu Borgowi materiały także o tym kutrze, ale i wiele innych dokumentów i opinii, które podważają cały system raportowania i przyznawania kwot połowowych. Jeśli Komisja zamiecie to pod dywan, to będzie to znak, że nieuczciwy lobbing wygrał sprawę.
Wspomniał Pan o komisji, która ma zbadać rzeczywiste zasoby dorszy w Bałtyku. Ale jak sam komisarz Borg odnosi się do problemu polskich rybaków, którym jego decyzja bardzo szkodzi?
- Pokładamy w nim wielkie nadzieje. Prosiłem komisarza, aby pomógł w sprawie polskiej, bo tylko on może to zrobić. Komisarz potwierdził, że w listopadzie odwiedzi Polskę, jednak jest to dla nas zbyt odległy termin. Ale trzeba wiedzieć, że osobami, które zajmują się w Departamencie Rybołówstwa w Brukseli kontrolą wykorzystania kwot w KE, są Szwed i Niemiec. W ich interesie jest więc pokazać, że to nasza flota łowi za dużo i przekracza kwoty. Problemem jest też to, że niestety, ale nasza flota po negocjacjach prowadzonych przez SLD jest najmniejszą na Bałtyku, mniejszą nawet od flot Litwy i Estonii, a teraz UE chce ją całkowicie zlikwidować. Podczas spotkania z Komisją Europejską zakomunikowano nam, że nie będzie żadnych problemów z dotacjami unijnymi na dalszą redukcję floty. Ja to rozumiem jednoznacznie: UE chce wyciąć z Bałtyku polską flotę rybacką. Dopóki rząd Jarosława Kaczyńskiego sprawuje władzę, nie dopuści do realizacji takiego scenariusza.
Dziękuję za rozmowę.
No comments:
Post a Comment