Monday, October 29, 2007

Poddajmy tę kwestię pod referendum, także w Polsce.


Bez referendum ani rusz
Nasz Dziennik, 2007-10-29
Międzynarodowa konferencja w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu: Przyjęcie traktatu reformującego UE to powstanie superpaństwa i utrata suwerenności przez jej członków

Manipulując europejską opinią publiczną, projektodawcy nowego dokumentu nazywają go traktatem reformującym. Jednak podczas unijnych debat nie starają się nawet ukryć, że ten obszerny tekst, którego zapewne nikt w całości nie przeczyta, jest zakamuflowaną konstytucją. O zagrożeniach wynikających z traktatu reformującego Unię Europejską dyskutowali prelegenci podczas konferencji zorganizowanej w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Zamysłem Komisji Europejskiej jest doprowadzenie do powstania superpaństwa z jednym niezależnym od krajów członkowskich ośrodkiem decyzyjnym. Stanie się tak, jeśli wszystkie państwa, w tym Polska, przyjmą traktat - wynika z debaty. Dlatego głos narodów nie może zostać pominięty.

Sympozjum odbyło się przy udziale frakcji Niepodległość i Demokracja Parlamentu Europejskiego. Spotkanie otworzył o. dr Krzysztof Bieliński CSsR, rektor WSKSiM.
Jak zauważyła poseł Urszula Krupa, "na naszych oczach buduje się superpaństwo oraz elity, które chcą tym superpaństwem rządzić".
- Prace nad traktatem reformującym są zwykłą manipulacją, czego nawet nie ukrywają unijni przywódcy. Ta kosmetyczna zmiana ma na celu wyeliminowanie referendum w sprawie ratyfikacji traktatu reformującego - dodała eurodeputowana frakcji Niepodległość i Demokracja i na potwierdzenie swych słów odtworzyła wypowiedź Margot Wallstrom, komisarza ds. stosunków z instytucjami i komunikacji. - To polityka. Dla takiego państwa jak Wielka Brytania użycie słowa "konstytucja" będzie tak drażliwe, że może doprowadzić do debaty w całej Europie - mówiła komisarz w czasie konferencji międzyrządowej w Lizbonie.
Jakby w odpowiedzi na to stwierdzenie zebrani w Toruniu usłyszeli Dereka Rolanda Clarka, eurodeputowanego z Wielkiej Brytanii, który stwierdził: "Konstytucja zniszczy Wielką Brytanię. Jeśli zrujnuje Wielką Brytanię, zniszczy ważną część tego, co nazywamy Europą".
Komisja Europejska, zaniepokojona negatywnym wynikiem referendum w sprawie konstytucji europejskiej przeprowadzonego we Francji oraz Holandii, zmieniła jedynie kolejność zapisów i nowy dokument nazwała traktatem. Teraz parlamenty i rządy krajów członkowskich nie muszą kierować zapytania do obywateli, czy chcą go przyjąć. Mogą to uczynić same.
Na pytanie, jak postąpi Polska za rządów nowej władzy, zdaje się odpowiadać jeden z europosłów Platformy Obywatelskiej Jacek Saryusz-Wolski, który kilka dni temu wyraził nadzieję, że Polska jako pierwszy kraj ratyfikuje traktat. A zatem można się domyślać, że głos Narodu zostanie pominięty.
Eurodeputowany Witold Tomczak z frakcji Niepodległość i Demokracja w czasie swojego wystąpienia zwrócił uwagę na niektóre zapisy traktatu reformującego. - Jeden z artykułów stwierdza, że "unia ma osobowość prawną", co czyni z niej superpaństwo. Inny artykuł traktatu mówi, że "prawo europejskie jest nadrzędne w stosunku do prawa państwa członkowskiego" - przestrzegał poseł Tomczak. - Przerażająca jest naiwność, że obce mocarstwa czy organizacje międzynarodowe są w stanie zapewnić nam respektowanie praw człowieka, prawa do pracy. To jest wbrew rozsądkowi, a nawet naszemu honorowi - dodał poseł. Jak zauważył inny prelegent, dr Waldemar Gontarski, dyrektor Centrum Ekspertyz Prawnych Zrzeszenia Prawników Polskich i redaktor naczelny "Gazety Sądowej", ta nadrzędność już jest w dużej mierze widoczna, czego przykładem może być sprawa Alicji Tysiąc.
Doktor Gontarski zwrócił także uwagę, że decyzja o utracie przez Polskę suwerenności zapadła dużo wcześniej, bo 1 maja 2004 roku. - Przez te lata ponad 80 proc. polskiej gospodarki przeszło pod unijną jurysdykcję. Po 13 grudnia 2007 r. ten procent się jeszcze powiększy - dodał prelegent. Tymczasem, jak zauważył, "w UE panuje zasada 'gospodarka niemiecka ponad wszystko'".
Podobne zdanie wyraził dr Mieczysław Ryba, który wygłosił referat na temat "Cele strategiczne UE w kontekście polityki niemieckiej". Zaznaczył, że zawsze trzeba starać się odpowiedzieć na pytanie, komu zachodzące zmiany się opłacają. W UE najwięcej korzystają największe i najsilniejsze kraje, takie jak Niemcy. - Gdy przyjrzymy się celom politycznym niemieckim, to zasadniczo są one niezmienne od XIX wieku - mówił. Jak dodał, "najważniejszym zadaniem jest dla nas poznać mechanizmy działające w UE, gdyż są one niezmienne, zaś nawet czytając zawiłe traktaty zawierające po kilka tysięcy stron, nie wychwycimy sedna sprawy, nie znając tych mechanizmów".
Mówcy zwracali też szczególną uwagę, jak niebezpieczna dla życia i rodziny jest Karta Praw Podstawowych. Unijne superpaństwo porównywali do państwa sowieckiego. - Nie ma ono nic wspólnego ze Stanami Zjednoczonymi - podkreślali referenci. - Niestety, doświadczyliście tego w Polsce w przeszłości, było to bolesne doświadczenie dla wschodniej Europy i bądźcie świadomi, co to jest. Poddajcie tę kwestię w referendum. Pozwólcie ludziom zdecydować - apelował Godfrey Bloom, europoseł z Wielkiej Brytanii.

Katarzyna Cegielska, Toruń



System państwa sowieckiego
Godfrey Bloom, europoseł z Wielkiej Brytanii:
Przedstawię Państwu traktat europejski z perspektywy Anglika. Traktat jest tożsamy z odrzuconą konstytucją europejską. Tworzy on europejskie superpaństwo. Nie jest ono oparte na systemie amerykańskim, ale na starym systemie państwa sowieckiego. Oznacza to jeden rząd, jednego prezydenta, jedną politykę, jednego ministra spraw zagranicznych. Wszystkie krajowe instytucje rządowe zostaną odsunięte na boczny tor. Oznacza to, że demokratyczny etos, który mamy tak głęboko zakorzeniony w Wielkiej Brytanii przez tysiąclecia, został zepchnięty do podziemi. Myślę, że powinniśmy zapytać, czy tego chcą obywatele. Pytanie, czy nie powinni oni wypowiedzieć się w referendum. Moim zdaniem tak. Pozwólmy ludziom zadecydować. Poddajmy tę kwestię pod referendum, także w Polsce.

Deptanie demokracji
Patrick Louis, europoseł z Francji:
Z ustaleń traktatu będzie zadowolony ktoś, kto opowiada się za tym, aby UE stała się superpaństwem z własnym prezydentem, a państwa narodowe zostały przekształcone w superregiony. Jeśli ktoś popiera Europę Narodów z narodem jako suwerenem i niezależnym szefem państwa, nie będzie zadowolony z tego, co zatwierdzono w Lizbonie. Ja jako Francuz jestem absolutnie niezadowolony. 56 proc. Francuzów powiedziało "nie" konstytucji europejskiej w referendum. Teraz został nam przedstawiony w 90 proc. ten sam tekst, tyle że określa się go mianem traktatu. Wmawia się nam, że powinniśmy go przyjąć. My mówimy "nie", bo mamy wrażenie, że jest to deptanie demokracji, czego we Francji nie możemy zaakceptować. Traktat pozwala instytucjom Unii na zwiększenie ich kompetencji i wpływów, przez co rola państw narodowych jest uszczuplona. To jest przerażające. Bardzo nad tym ubolewam, ponieważ uważam, że siła Europy leży w różnorodności krajów i kultur.

Zwycięstwo paneuropejskiego nacjonalizmu
Vladimir Zelezny, europoseł z Czech:
Traktat reformujący to nasza porażka, klęska tych wszystkich, którzy mieli nadzieję, że po fiasku konstytucji we Francji i w Holandii reforma UE podąży w bardziej demokratycznym kierunku. Ale tak się nie stało. Znów leży przed nami ta sama konstytucja, w której jest 105 nowych kompetencji dla Unii, wyeliminowanych zostało 68 możliwości użycia prawa weta i zastąpiono je głosowaniami większościowymi. Przedstawiono nam dokładnie ten sam tekst, który został wniesiony pod obrady z niewielkimi zmianami, a powiedziano nam: "To nie jest ten sam tekst i nie wymaga referendum, bo nie jest to przecież konstytucja". Ale to jest konstytucja. My, którzy żyliśmy w totalitaryzmie bloku komunistycznego, zauważymy wiele. Przyzwyczailiśmy się do arogancji i nadużywania władzy. Ci ludzie nie mówią prawdy, ale wyczuwamy, że skrycie mówią nam: "Tak naprawdę jest to konstytucja, ale nie chcemy, abyście wy o niej decydowali, bo całkowicie zdajemy sobie sprawę z tego, że byście jej nie przyjęli". Jest to niezwykle ciężka porażka albo, innymi słowy, zwycięstwo nowego paneuropejskiego nacjonalizmu, który nie ma żadnych historycznych korzeni, żadnych fundamentów, żadnego duchowego zaplecza. Jest to tylko nacjonalizm długich korytarzy Komisji Europejskiej. Od nas wszystkich zależy, czy pozwolimy odnieść tym nacjonalistom ostateczne zwycięstwo. To my - europejskie narody - powinniśmy mieć ostatnie słowo, ponieważ to my jesteśmy suwerenami i mamy prawo decydowania o sobie.

not. CK

Monday, October 22, 2007

Dutch heroin smugglers arrested in Poland

Dutch heroin smugglers arrested in Poland
Monday 08 October 2007
Two Dutchmen were arrested on the Polish-Ukrainian border at the weekend for smuggling 60 kilos of pure heroin in a hidden compartment in their car, reports ANP news service.
According to customs officials the heroin has a street value of €3m and probably originated from Afghanistan. If convicted of drug smuggling, the two men face a 15 year prison sentence.

Thursday, October 11, 2007

Poland up in arms about proposed Russian food inspections




Created: Thursday, October 11. 2007

The Polish Foreign Ministry has protested at new moves from Moscow which threaten more Polish exports of food products.

“This is blackmail, to which we cannot concede”, says Poland’s foreign minister Anna Fotyga on the announcement of further controls in Polish food processing facilities by Russia.

However, if |Poland withholds permission, more export bans to Russia may follow.

Moscow sent a letter to the Polish Ministry of Agriculture earlier this week, in which it announced that it wants to control facilities not yet under the Russian embargo. Anna Fotyga deems it outrageous.

“The rules of the game were laid down when the case of the Russian embargo on Polish food products was overtaken by the European Commission. Russia knows it all too well. Introducing an embargo and controls intended as blackmail are a breach of these international arrangements”, claims Fotyga.

The problem is, however, that Brussels gave Russia a go-ahead with the controls. “I am under the impression, that there must have been some miscommunication between the European Commission and Russian services”, said minister Fotyga, referring to the awkward situation.

Russia has banned meat products from being imported from Poland since late 2005.

Tuesday, October 9, 2007

Russia: France's Sarkozy Takes Critical Stand On First Trip To Moscow


Russia: France's Sarkozy Takes Critical Stand On First Trip To Moscow
By Jeffrey Donovan

Nicolas Sarkozy has been clear that France's relations with Russia are on a different footing (file photo)
(AFP)
October 8, 2007 (RFE/RL) -- If diplomacy is an art of nuance and of understatement, French President Nicolas Sarkozy at times has taken license to break the rules -- particularly when talking about Russia.


Far from offering the warm embrace shown Moscow by his predecessor, Jacques Chirac, the 52-year-old Sarkozy has been nothing short of blunt in expressing his views on Russia -- whether its foreign, energy, or security policies.

Nor has the new French leader minced his words on Vladimir Putin, whom Sarkozy, during his election campaign last spring, said was "covered in blood" due to his war policies in Chechnya.

Regardless of whether Putin recalls that provocative comment when he welcomes Sarkozy to the Kremlin for a two-day visit starting on October 9, there's little doubt the Russian leader has noted the new tone in Paris since Sarkozy moved into the Palace d'Elysee on May 16.

"France speaks openly about things that it doesn't like about recent developments in Russia," says Jacques Rupnik, a French political scientist. "President Sarkozy even used the word, there's a certain 'brutalization' of Russian politics. Well, this is not exactly [the] diplomatic language we were used to. So, yes, that is a change, there is a greater sensitivity to the problems of internal democratic developments in Russia."

Embracing Eastern Europe

For an idea of where Paris now stands vis-a-vis Russia, consider how Sarkozy spent the run-up to his official visit to Moscow.

After visiting Hungary, his father's native land, in September, Sarkozy traveled to Bulgaria on October 4. Standing before reporters in Sofia, Sarkozy, in a comment perhaps never before made by a French president, announced that he is "half-Eastern European."

To many in the region, it was a clear statement of solidarity with the former "captive peoples" of the ex-Soviet bloc. But Sarkozy then accused Russia of "complicating" the world's problems in a thinly veiled reference to Moscow's stance on Kosovo.

The next day, on October 5, Sarkozy welcomed to Paris pro-Western Ukrainian President Viktor Yushchenko, whose tussles with Russia have become in a way emblematic of the struggle of ex-Soviet republics to emerge from Moscow's shadow.

Perhaps to drive home the point before meeting Putin, Sarkozy is today in talks with the leaders of new EU members Poland and the Czech Republic, two former Soviet satellites well-known for their deep-seated suspicions of Moscow.

Andre Glucksmann, a French philosopher and commentator, says that from the start of his election campaign Sarkozy made it clear he would seek to put freedom and human rights at the center of his foreign policy.

"The difference with Chirac, the previous president, is that Sarkozy prefers the new members of the European Union to Putin" Glucksmann says. "And of course you know that Chirac was a very good friend of Putin, whom he awarded with the highest award of the republic [the Legion of Honor award] about [two weeks] before the assassination of Anna Politkovskaya."

Sending A Clear Message To Moscow

Sarkozy's separate talks in Paris today with Poland's Lech Kaczynski and Czech Prime Minister Mirek Topolanek also send a message to Moscow.

Both countries are in the process of negotiating the hosting of elements of a U.S. missile-defense shield that Putin vehemently opposes and calls part of a NATO design to encircle Russia.

French officials have said the talks were not scheduled deliberately ahead of Sarkozy's Moscow trip. But according to French media reports, Kaczynski will be pushing for French support for the missile base, as well as backing for Georgian membership in NATO, into whose military structure Sarkozy also hopes to return France.

Topolanek is expected to discuss European policies with Sarkozy, as both countries are set to drive upcoming EU policy. In July, Paris assumes the six-month rotating EU Presidency, with Prague taking over in January 2009.

Under Chirac, France had been cool to both the U.S. missile-defense plan and NATO offering Tbilisi a Membership Action Plan, a first step toward joining the trans-Atlantic military alliance.

On Georgia, Glucksmann believes Sarkozy has already made clear his change of heart. "Sarkozy has hosted [Georgian President Mikheil] Saakashvili, while the previous president, Chirac, always refused to," he says.

During talks in Moscow last month, French Foreign Minister Bernard Kouchner reportedly did not discuss either missile defense or Georgia's NATO plans. Some observers suggested that meant Paris has higher priorities with Moscow -- such as Iran, energy, and Kosovo, which France wants to see achieve independence.

Of course, French diplomats say the country's deepening relations with Eastern Europe have nothing to do with policy toward Russia. And it remains unclear whether France will accept any of the requests from Poland or the Czech Republic.

But Sarkozy's weeklong embrace of Eastern Europe and consistent criticism of Russia do suggest he's unlikely to swap principles for Russian support on any single issue -- even after the gates of the Kremlin welcome him on October 9.

(Andre Glucksmann and Jacques Rupnik spoke with RFE/RL on the sidelines of the annual Forum 2000 conference in Prague, which brings together politicians, businesspeople, and academics to discuss themes of social concern. This year, the theme is "Freedom and Responsibility.")

Monday, October 8, 2007

W Lizbonie może nie dojść do zatwierdzenia traktatu reformującego UE


Czy wybory opóźnią traktat?
Nasz Dziennik, 2007-10-08
W Lizbonie może nie dojść do zatwierdzenia traktatu reformującego UE

Portugalia rozważa możliwość przesunięcia o miesiąc decyzji w sprawie traktatu reformującego UE ze względu na wybory w Polsce. Może się okazać, że po wyborach nowy rząd dokona zmian w grupie negocjującej warunki tego dokumentu. Czy skutkiem tego będzie odstąpienie od bronionych obecnie postulatów, w tym wpisania mechanizmu z Joaniny do tekstu traktatu? Ugrupowanie Lewica i Demokraci odżegnuje się zarówno od polskiego warunku dotyczącego Joaniny, jak i Karty Praw Podstawowych, której obecny rząd nie chce przyjąć ze względu na zbyt dużą ingerencję w polskie prawo dotyczące moralności.

Problematyce traktatu miałoby być poświęcone nadzwyczajne spotkanie w drugiej połowie listopada - dowiedziała się redakcja "Welt am Sonntag". Niemiecki tygodnik informuje, że dopiero wtedy, a nie podczas szczytu w Lizbonie 18 i 19 października, szefowie państw i rządów 27 krajów Wspólnoty przyjmą ostatecznie dokument. Przyczyną przesunięcia na listopad miałyby być wybory parlamentarne w Polsce, a być może także w Wielkiej Brytanii. Jednak od soboty wiadomo, że przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii, wbrew oczekiwaniom, się nie odbędą. Pozostaje zatem jedynie kwestia wyborów w Polsce i tego, kto je wygra. Jeżeli bowiem do władzy dojdzie opozycja, może ona, chociaż nie musi, dokonać pewnych korekt w dotychczasowych postulatach w postaci np. wpisania mechanizmu z Joaniny do deklaracji zamiast do tekstu traktatu.
Jeszcze większe znaczenie może mieć kwestia przyjęcia przez Polskę kontrowersyjnej ze względów moralnych Karty Praw Podstawowych, na co ostatnio nalegał brytyjski liberalny eurodeputowany Andrew Duff, jeden z trzech przedstawicieli Parlamentu Europejskiego na negocjującą ostateczny kształt traktatu Konferencję Międzynarodową. Wydaje się, że to właśnie nadzieja na zmianę kursu polskiej polityki zagranicznej stanowi motor pomysłu przesunięcia podjęcia ostatecznych decyzji na listopad, nie zaś "presja kampanii wyborczej", jak sugeruje niemiecki tygodnik.
Poseł PiS Paweł Zalewski uważa, że nie ma powodu do niepokoju. - Jakiś czas temu wśród pewnych polityków zachodnich była dyskusja, czy termin tuż przed wyborami z punktu widzenia efektów szczytu jest korzystny. Z tego, co wiem, żadne poważne sugestie, żadne pytania nie przekroczyły jednak progu rozważań - poinformował Zalewski w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". - To oznacza, że szczyt się odbędzie w terminie, przy czym żadnego zagrożenia w moim przekonaniu nie ma - konkludował. Poseł Zalewski wyraził przy tym przekonanie, że wybory w Polsce w żaden sposób nie wpłyną na stanowisko polskich przedstawicieli w Lizbonie. - Jest to stanowisko niekoniunkturalne, niezwiązane z samym procesem wyborczym, tylko z reprezentacją dobrze rozumianej racji stanu, natomiast przesunięcie tego szczytu na inny termin mogłoby doprowadzić do zinterpretowania tego w Polsce, że jest to związane z wyborami w naszym kraju i wtedy cała sprawa stałaby się polityczna - stwierdził Paweł Zalewski. - Tego typu pytania nie przekroczyły jednak progu rozważań - zaznaczył.
- Mam nadzieję, że wszystkie ostateczne decyzje zapadną we wcześniej uzgodnionym terminie i uda się zawrzeć porozumienie na szczycie w Lizbonie - oświadczył w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" rzecznik prasowy MSZ Robert Szaniawski. Nawet gdyby jednak doszło do przesunięcia wspomnianego terminu, zdaniem Szaniawskiego nie powinno to rodzić żadnych obaw. - Pewne priorytety, które zadecydują na wiele lat o sytuacji i pozycji Polski w Europie, powinny być sprawą wspólną wszystkich rządów i mam nadzieję, że wyznaczony kurs nie ulegnie zmianie, nawet gdyby rzeczywiście doszło do zmian personalnych w składzie polskiej delegacji - stwierdził.
Pytanie tylko, czy zdanie to podzieli znana z proniemieckiej postawy opozycja, jeżeli uda jej się wygrać najbliższe wybory?
Wielką niewiadomą pozostaje również to, czy ostateczna wersja traktatu reformującego zostanie przetłumaczona na język polski przed jego podpisaniem. Z informacji udzielonych "Naszemu Dziennikowi" przez wiceministra spraw zagranicznych Pawła Kowala wynika, że tłumaczenie to ukaże się na stronach internetowych MSZ już w tym tygodniu, jednak rzecznik resortu nie był w stanie tego potwierdzić.

Anna Wiejak

Friday, October 5, 2007

Czy Niemcy i Francja będą motorem tworzenia wspólnej europejskiej dyplomacji?


Przymiarki do unijnego MSZ?
Nasz Dziennik, 2007-10-05
Czy Niemcy i Francja będą motorem tworzenia wspólnej europejskiej dyplomacji?

Wspólne francusko-niemieckie konsulaty i ambasady niedługo rozpoczną działalność. Niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie ukrywa, że są to działania zamierzone na powołanie w przyszłości europejskiej dyplomacji. Eksperci już dziś przestrzegają: jeśli niemiecko-francuskie jednoczenie placówek dyplomatycznych okaże się stałym trendem, może to stanowić niebezpieczny precedens i preludium do unifikacji dyplomacji państw Unii.

Paryż i Berlin nie od wczoraj zacieśniają współpracę na różnych obszarach, także w dyplomacji. Jak poinformowano nas w niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, powołanie wraz z Francją kilku wspólnych ambasad i kilku konsulatów to pilotażowy program większego projektu związanego z polepszaniem współpracy europejskich placówek dyplomatycznych, szczególnie w mniejszych państwach. - W przyszłości na bazie europejskiej współpracy być może powstaną wspólne europejskie przedstawicielstwa dyplomatyczne - zauważa w rozmowie z nami Christian Klein, odpowiedzialny w biurze prasowym niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych za kwestie europejskie.
- Jeżeli kiedyś dojdzie do powstania wspólnego unijnego MSZ, a mamy nadzieję, że tak się stanie po podpisaniu nowego traktatu europejskiego przez wszystkich członków, to będziemy musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, jak Unia Europejska ma zamiar reprezentować się za granicą - dodał Klein.
- W odniesieniu do kwestii wspólnych przedstawicielstw dyplomatycznych można powiedzieć, że praktyka ta jest stosowana w dyplomacji. Natomiast pełna integracja jest niespotykana i nieprawdopodobna. Rezygnacja z własnych struktur dyplomatycznych byłaby równoznaczna z zrzeczeniem się ważnego atrybutu suwerenności - wskazuje dr Leszek Bosek, prawnik. Także zdaniem mecenasa Stefana Hambury, przymiarki do stworzenia dyplomacji europejskiej są dużym nieporozumieniem. - Nie ma żadnych racji do powoływania wspólnej dyplomacji europejskiej, wystarczy współpraca w tej dziedzinie poszczególnych państw - powiedział nam berliński adwokat. - Francja i Niemcy zawsze zapowiadały, że będą tworzyć ścisłe jądro Unii Europejskiej. Powoływanie wspólnych ambasad może stanowić tworzenie pewnego precedensu. Zaczyna się to niewinnie, ale może oznaczać, że powstaje Europa dwóch prędkości - uważa dr Waldemar Gontarski, dyrektor Centrum Ekspertyz Prawnych Zrzeszenia Prawników Polskich.
Projekt nowego unijnego traktatu przewiduje powołanie nie ministra spraw zagranicznych UE, jak zakładała konstytucja dla Europy, lecz przedstawiciela Unii ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa. Zdaniem wielu, zmiana dotyczy tylko nazewnictwa.
- Stały trend tworzenia wspólnych ambasad przez Niemcy i Francję byłby sprzeczny i z literą, i z duchem traktatów konstytuujących Unię Europejską, gdyż może przeszkadzać integracji europejskiej to, jeżeli dwa państwa "odjeżdżają" świadomie, zostawiając w tyle inne. Pozostałe państwa mogą wówczas zaskarżyć to do Trybunału w Luksemburgu i uważam, że strona polska powinna się pod tym kątem temu przyjrzeć - ocenia dr Gontarski. Także według dr. Boska, fakt potencjalnej pełnej integracji dyplomacji Francji i Niemiec byłby niepokojący i należałoby dokładanie śledzić ten proces.
Wprawki do kreowania wspólnej unijnej polityki zagranicznej są czynione na różnych polach.
Pięćdziesięciu polityków, menedżerów, naukowców i dziennikarzy stworzyło nowy instytut naukowy, którego zadaniem będzie wspieranie europejskich wartości i europejskich interesów na arenie międzynarodowej. Do współzałożycieli instytutu należą między innymi: Joschka Fischer (były szef niemieckiej dyplomacji, członek partii Zielonych), Martti Ahtisaari (fiński polityk socjaldemokratyczny) czy Bronisław Geremek. Nowy instytut będzie posiadał swoje biura w Berlinie, Londynie, Paryżu, Madrycie i Sofii.

Waldemar Maszewski, Hamburg
Anna Wiejak

Wednesday, October 3, 2007

A hypocritical EU seeks to impose its values on the rest of the world


A hypocritical EU seeks to impose its values on the rest of the world, says daniel hannan

Poland is taking over from Britain as the least-liked nation in Brussels. This time, the conservative Kaczynski government - President Lech (right) and Prime Minister Jaroslaw - is in trouble for blocking a "European Day against the Death Penalty", arguing that such a day should be a general celebration of life, and should cover the rights of the unborn.

Good for the Poles! I'm not a supporter of capital punishment, but what the hell does it have to do with Brussels? The EU was meant to focus on cross-border issues; but it is hard to see how even the most tendentious Eurocrat can argue that domestic penal codes are an area of international interest.

Nor does it stop at Europe. Under the new Charter of Fundamental Rights, member states are forbidden to extradite suspects to jurisdictions where they might face the death penalty, including the US. Remember this the



The Kaczynski government is in trouble for blocking a ‘European Day against the Death Penalty’
next time someone tries to tell you that the Charter doesn't impose obligations on the member nations, and concerns itself solely with the actions of EU institutions.

Euro-enthusiasts are unthinkingly displaying the cultural imperialism they decry in others. Most of those demanding a global ban on executions are the same people who raged at America for seeking to "impose its values" on Iraq.

By the same token, the EU tends to make its development aid conditional on recipient states respecting the reproductive rights of women. Nicaragua, for example, was recently threatened with being cut off when it toughened its abortion law. Yet when the US channels aid to organisations that favour sexual abstinence, it is condemned as colonialist.

You can't have it both ways, my Europhile friends. Either it's right for rich countries to hector and bully poor ones into mimicking their values, or it's not. It can't be right when Brussels does it, but wrong when Washington does